Takie wywody — jak Klaczki — nie byłyby, rzecz prosta, zdolne podkopać hypotezy niemieckiego uczonego. Z tem wszystkiem jednak ukryty w nich duch, zdolność wrażliwego wczytywania się w samą poezyę weszły tutaj w grę, i własną swą naturą, swym tonem szczerym i pełnym przekonania, zachwiały tezę przeciwnika. Trzeba bowiem przyznać naszemu rodakowi, że chociaż nie jeden kęs pieczeni stańczykowskiej radby upiec przy tym kominkowym ogniu, wrodzona mu szerokość poglądów przebiła zachcianki jak skorupę. Dopomógł mu w tem dzielny przewodnik, Wegele. Znakomity profesor würzburski, rozumiejąc w świetnem zjawisku, jakiem był Dante, przedewszystkiem ogólnie doniosły a znamienny fakt dziejowy, już przez to samo mało jest skłonny do krajania tego faktu na części i okresy. Dopomógł też Scartazzini, który wybitnych przemian w stosunku poety do religii nie dostrzegł, ale zato wyśmienicie dowiódł, że zawsze i wszędzie, t. j. we wszystkich utworach Danta, filozofia jego trzyma się zdala od stromej pochyłości przeczenia. Wreszcie pewna artystyczna nieufność do szczegółów i nadmiernej uczoności pozwoliły autorowi Wieczorów florenckich odczuć poetę o wiele żywiej i naturalniej od większości poprzedników, aczkolwiek zawsze jeszcze jednostronnie i tendencyjnie. Mówię: naturalniej, bo za najprostszą drogę do duszy poety, nawet poety wielkiego, uważam wczuwanie się w niego, w jego życie, pisma, uczucia i słowa; wszelkie zaś szukanie wyjaśnień w konstrukcyach, bodaj najdowcipniejszych, pozostanie zawsze stawianiem domu na piasku, a przy tem z istoty swej sprzeciwia się istocie duszy poetyckiej, która nawet w najbardziej uporządkowanych ustrojach — zawsze flat ubi vult.
II
Dlaczego mamy w poecie szukać kapłana z lirą w ręku, kiedy zawsze szukać należy poety? Dlaczego mamy widzieć nowy psałterz Dawidowy, chwalący wielkość i potęgę Bóstwa, w dziele, które ogarnia wprawdzie wszechświat, ale przedewszystkiem ziemię, jej chwałę i jej zbrodnie? Wierzę, że we krwi Boskiej komedyi płynie świątobliwość przyrodzona, zasadniczy dla spraw religii pietyzm, ale nie wierzę, ażeby w intencyi leżało wznoszenie świątyni nawróconego Konstantyna. Komedya jest poematem namaszczonym, ale nie świętym, pomimo że twórca tak go w Raju nazywa. Wyobraża ona okres wewnętrznej dojrzałości wieszcza, harmonii jego władz twórczych, tego wszechstronnego rozrostu i samowiedzy potęgi własnej, które w życiu każdego geniusza wydają kwiat najpiękniejszy — arcydzieło główne. Zanim się zjawi Jerozolima Wyzwolona, Roland Szalony, Raj Utracony, Hamlet, Faust, Don Juan lub Prometeusz rozkuty, Dziady lub Król Duch — muszą je poprzedzić chwiejność i zygzaki, rzuty natchnienia mniej śmiałe i pewne i na krótszą nutę: więc tak samo i najwyższy wzlot geniuszu Danta poprzedzały skrajności i pozbawiona miary passya i upodobania. Żył wprzód uczuciemi brał wszystko sercem, zarówno miłość doczesną jak ideał religijny. Wówczas stan ducha jego, tak i jak go widzimy odbitym w Nowem Życiu, nosi wszelkie znamiona silnej młodzieńczej egzaltacyi, tego uniesienia pięknego dla nieba i ziemi, które choć z czasem mija, zapładnia jednak całą przyszłość, całe lato człowieka, niby burza majowa z gromami i błyskawicami. Potem rozkoszował się pracą myśli spekulacyjnej, do której w stuleciu Ś-go Tomasza z Akwinu wzdychać musiał każdy poważny umysł jak do naturalnej dojrzalszych lat oblubienicy. Wreszcie nastała doba, kiedy egzaltacya uczucia połączyła się z wybujałym lotem rozumu w harmonię twórczą. Równowadze tej niewątpliwie pomagała i przyświecała gwiazda wiary, być może nawet, że ona-to głównie wywiodła wędrowca z odmętów, po których olbrzymie zataczał biegi; ale umysł został do ostatnich kart Komedyi nazbyt gwałtownym, niepohamowanym w pojedyńczych uczuciach, zanadto jeszcze rozkochanym w scholastyce, dowodzeniu i obalaniu tez, ażeby go można było nazwać nawróconym. W całem dziele widać wyraźne połączenie obu pierwiastków: uczucia miłosno-religijnego z filozofią i nauką; nie brak tu żadnej z warstw składających się na formacyę prawdziwego myśliciela.
Natomiast przybyły dwa pierwiastki wielkiego znaczenia: ziemsko-epiczny i mystyczno-fantastyczny.
Pamiętajmy, że jeśli poetę kształtuje niepohamowane uczucie lub rozkiełznany rozum, to jeszcze więcej nań działają i prawdziwym bodźcem, sprężyną wybuchu twórczego stają się tragiczne przejścia i walka ze światem. Wdzieliśmy, że Dante pędził w sam wir bojów politycznych i że wyniósł zeń ustawicznie krwawiące rany. Na cóż więc szukać impulsu do odrodzonej, świeżej twórczości w jakiemś nawróceniu, kiedy go mamy tak blizko, w żądłach realnego a kipiącego życia, w ostrym podniecającym jadzie sprawludzkich? Z chwilą gdy władze umysłu, uczucie i zdolność rozumowania należycie okrzepły i skojarzyły się, grunt był przygotowany pod siew. Geniusz nasiąknął dostatecznie wszechżałością i wszechpragnieniem, nauczył się komponować na olbrzymią, dotąd niebywałą, skalę i ujął w jednę całość wszystkie ukochane i nienawistne mu osoby i wydarzenia. Prawda, że w pieśniach o nich brzmi muzyka najczęściej seraficzna, harmonia cudowna wniebowzięcia, albo też głos archanioła, zbawiającego się w łunach synajskich z płomiennym mieczem w dłoni i wezwaniem grzeszników na sąd ostateczny, a więc w obu wypadkach nadziemska; prawda, że nawet nauki moralne i prawdy astronomiczne śpiewane tam są głosem natchnionym, z wyżyn psalmisty lub proroka: ale to jest jedynie zasadnicza, wrodzona tonacya „dantejskiej” wielkości — i zarazem znamienny a uszlachetniony przez Danta styl epoki, lecz nie rozmyślna i na czoło wyniesiona pobożność. Postacie z doby gotyckiej mają już z natury rzeczy oczy w niebo wzniesione, są zawsze korne, wychudzone ascetyzmem, nawet kiedy należą do rycerstwa i wogóle klassy świeckiej. Dante jest właśnie najpoetyczniejszym wyrazem tego pięknego ducha, on jego motywy zebrał, zharmonizował i zamienił w przewzorową symfonię. W sposób podobny Rafael stał się później wyrazem najpełniejszym tej melodyi ducha, kolorytu i kształtu, która torowała sobie drogę od pierwszej chwili zetknięcia się tkliwej poezyi chrześcijańskiej z odrodzonem uwielbieniem pięknego ciała.
W zawsze górnym nastroju Komedyi trzeba wreszcie widzieć wpływ niepośledni Wergiliusza, który nie tylko przewodnikiem był Dantemu po piekle, ale i w poezyi. Uczeń też zaraz na wstępie swego arcydzieła dzięki za to składa swemu „mistrzowi i pierwowzorowi”, od którego wziął piękny, dający mu chwałę styl.
Tu se’ lo mio maestro e il mio autore:
Tu se’ solo colui, da cui io tolsi
Lo bello stile, che m’a fatto onore.
A zatem Dante chciał stworzyć epopeję osobisto-powszechną, dzieje własne, jak i ogólno-ludzkie pragnął wyśpiewać mniej więcej historycznie, w kornej postawie człowieka, który widzi dokoła siebie bezmiary politycznych wypadków i nieskończoność wydarzeń moralnego świata, i rozumie jak są ważne i wiekopomne.