Czarnoksiężnicy mają głowy wykręcone tak, że woda, co ciecze z ócz, żłobem pleców spływa po zadzie. Złodzieje kradną sobie wzajem swoje postacie. Przedziwna swą grozą i wymyślnością jest kara za nienawiść, bo najzaciętsi nieprzyjaciele byli z sobą „tak spięci, że łbów plątali kędziory”; mróz, co ich otaczał, wyżerał uszy, zostawiając dziury, i nawet płakać nie mogli, bo
Z ócz tryskające dwa strumienie ciepłe,
Na twarz się tocząc, stygły i w powłoce
Lodu na klamry wyrastały skrzepłe.
A wreszcie — korona wszystkiego (p. XXXIII) — Ugolin, co Ruggieremu „darł czaszkę i ssał mózg w skielecie i z chciwej paszczęki włosami wroga skrzep ocierał krwawy”.
A cóż mówić o samej postaci Lucyfera, o tem jak, runąwszy z nieba na glob ziemski, zarył się weń aż do środka i siłą wstrząśnienia wyparł na drugiej półkuli ocean z łożyska? Jeśli tamte grupy noszą ślady rozmyślnie czy bezwiednie półkomicznych cudaczności Wieków Średnich, tu mamy w rzeczy samej myt nowy — tragiczny, ogromny, a jednak zniewalający swą prostotą.
Ta nadzwyczajna twórcza fantazya tłómaczy też po części, dlaczego Komedya stała się w dziejach literatury pomnikiem, który, choć ludzki, postawiono obok nadludzkich, bo zrodzonych przez całe cywilizacye, jak Stary Testament i epopeje Homera. Niewiele zaś zmniejsza chwałę Danta ta okoliczność, że nie wszystko wyszło odrazu z jego głowy, lecz, że znalazł już grunt przygotowany przez olbrzymią fantazyę Wieków Średnich, poezyę sybilińską i apokaliptyczną. Był to przecie bezbrzeżny chaos, chaos nietylko w legendach i widzeniach, lecz nawet w tych malowidłach ściennych, miniaturach, zdobiących rękopisy cennych i świetnych dzieł, „co się w Paryżu zwie luminowaniem” (Czyś. p. XI) i rzeźbach kamiennych, których podobno osobliwie pełne były kościoły francuzkie za czasów, kiedy Dante tworzył i kiedy przebywał we Francyi. Uczeni francuzcy rozwodzą się szeroko nad wpływem zapładniającym całej tej sztuki i twierdzą, że wyczerpała ona wszelkie rodzaje męki piekielnej: jeden z nich, Didron, naliczył podobno nawet do pięćdziesięciu illustracyi Komedyi Boskiej jeszcze przed przyjściem jej na świat36. Czyż jednak — wolno zapytać: kto o nich pamiętał; — czy była to istotnie twórczość mogąca rościć prawo do hołdu wszechludzkiego? Czy traci co Szekspir na tem, że korzystał z kronik Saxo-Grammaticusa, albo Goethe, że zużytkował w Fauście legendę o alchemiku? Przecie i świat został stworzony z chaosu, z nieukształtowanych zarodzi bytu.
IV
Historya życia wewnętrznego Danta, wyobrażona w pięknym tryptyku przez badaczów niemieckich, uczy, jak widzieliśmy, głównie, że Komedya jest wyrazem przełomu w psychice poety. Na to twierdzenie zgodzić się można bez zastrzeżenia, ile że już samo poczęcie arcydzieła znamionuje punkt zwrotny w życiu każdego „twórcy”. Można więc było nawet bez pomocy komentatorów domyślić się, że poeta, zstępując tam, gdzie żegnać trzeba wszelką nadzieję — wstąpił w nowy i najważniejszy okres duchowego istnienia. Mocą zrozumienia siebie i świata uczuł oto potrzebę wypowiedzenia się w całości, wyzewnętrznienia uczuć swych i myśli w trwalszym od bronzu pomniku.
Atoli w tej brzemienności twórczej jeden, zdaje się, głęboki popęd drgał najpotężniej: potrzeba pewnej poetyckiej ekspiacyi grzechów młodości i tryumfu nad gnębicielami. Dante chciał skąpać ducha w krynicy natchnienia, w świetle sławy i w pracy myślowej. To bynajmniej nie znaczy, że chciał poddać go karom i katuszom, by dostąpić potem wiekuistej szczęśliwości, — jak usiłują dowieść — lecz że, poprostu, chciał żyć eterem twórczości, dźwignąć sobie i narodowi swemu przybytek chwały.