(Brzmiała ich piosnka) na wiernego sługę.
Co tyle drogi odbył, by cię widzieć!
Racz, z łaski swojej, łaskę nam okazać,
Odsłoń dla niego usta, aby poznał
Drugą twą piękność, którą przed nim kryjesz.37
Trzeba chyba umyślnie zamykać oczy, żeby nie widzieć, iż ten najszczerszy, najsilniejszy, najbardziej łzawy w całej komedyi wylew uczuć stanowi, popierwsze, rozwiązanie węzła, zadzierzgniętego tajemniczą spowiedzią o „selva selvaggia” i, powtóre, odkupienie uciech światowych, pogoni za złudną marą szczęścia, utraty siły moralnej, obniżenia godności i polotu ducha. Byłoby płytkiem i jednostronnem widzieć ten upadek tylko w pewnej rozwiązłości i zmysłowem wyuzdaniu. Przeciwnie, należy go pojmować znacznie szerzej, i pamiętać, że głębokie poczucie etycznego idealizmu, które tkwiło zawsze na dnie duszy Danta, mogło się czuć sponiewieranem i przez zwyczajny materyalizm życiowy. Sama już obraza czci dla potężnej a wolnej woli, samo rozmiękczenie charakteru i nadmierna skłonność do rozkoszy i szczęścia indywidualnego — wystarczały do tego, żeby się zrodziła potrzeba oczyszczenia, wewnętrznej rehabilitacyi, tęsknota za lotem silnym, górnym i świetlistym.
To też z chwilą gdy odnalazł siebie, może już wziąć za wodza wolę własną, albowiem jest ona wolna i zdrowa i prawa — takiemi słowy Wergili żegna u wrót raju i wieńczy poetę na znak, że jest sam sobie panem38.
Wieńczy go nietylko mitrą, znamieniem wielkości religijnej, lecz i koroną — znakiem chwały ziemskiej. Bo piewca „dna całego świata” i „wiecznego bólu” samą szczytnością swego przedsięwzięcia i podniosłością celu swego zdobył sławę. Ona-to była dlań bodźcem w strasznej pracy, podtrzymywała go w żałosnej wędrówce po nieskończonych kaźniach, była ekspiacyą, której się duch jego domagał.
Nikt nie weźmie chyba tego momentu psychicznego żądzy sławy za jedno z żądzą pokuty kościelnej. Co innego — śpiewać tragedyę człowieka dla chwały swojej i ludzkiej, a co innego przedstawiać w niej spowiedź przed konfesyonałem Boga. Czyż zresztą sam poeta nie przyznaje się jeszcze w innem miejscu do swego pragnienia sławy, zarówno w rozmowie ze Stacyuszem, który mówi: „Bodajś z pożytkiem dokonał wielkiej swej pracy”, jak w stu innych miejscach, gdzie opiewa wciąż sławę i sławę, jak wreszcie — i najwymowniej, w pieśni XXIV Piekła? Zmęczonemu i wycieńczonemu mozolną drogą rzecze Wergili:
Przystaje teraz pozbyć się lenistwa,