Nie miejsce tu na dokładną charakterystykę tego dziwnego stosunku. Powierzchownemu czytelnikowi może się on wydawać grubo naciągniętym i wlewającym do szczytnej poezyi pewną prozę. Może go razić, że Młodzieniec odzywa się do swego towarzysza: „Uważaj Aligier”, a służący Jakób wiedzie z nim pogawędkę i mówi: „Wielmożny Panie”. Mogłoby się też wydawać pewnym gwałtem i pewnym przymusem stronniczym, zadanym wielkiemu apostołowi braterstwa, że ukazuje w piekle rękodzielników i wyrobników i rzuca ich w jeden wspólny dół z lichwiarzami. Ale uważne wgłębienie się w oba wielkie utwory Krasińskiego odsłania jego górne stanowisko w sprawie wiekowej walki społecznej, wzniosłość etyczną w bohaterze, i taką skalę rozległą kompozycyi, takie osiowe, centralne uchwycenie dramatu świata nowego, że cień Danta nie miałby prawa skarżyć się ani na zbytnią poufałość, ani na wybór towarzystwa, ludzi i wypadków.

Bo owo otoczenie, które mu dał nasz poeta, jest doniosłe i tragiczne, zwłaszcza w pielgrzymce po historyi, gdzie występują, kto wie czy nie pod wpływem Rossettiego, z całą swą tragiczną grozą Templaryusze, Albigensi, Różokrzyżowcy i Wolno-mularze, gdzie się ukazuje boski Platon i majaczeje w oddali walka tronu świeckiego z duchownym, gdzie kołyszą się nad głowami wszystkie, godne Danta, wielkie pragnienia, bole, krzywdy i tęsknoty do wiekuistego ideału Ludzkości.

Między dwiema postaciami poetów wywiązuje się w końcu jakaś równoległość i niby podobieństwo — ten sam ideał uduchowionej „Planety troistej, lecz jednej”, „Niedziela człowieczeństwa” i „Zmartwychwstania ciał — Anielstwo”, te same tradycye rzymskie, ten sam indywidualizm, wyższy nad sekty i sztandary, ten sam filozoficzno-dyalektyczny nastrój umysłu.

A jeśli mimo to niekiedy zgrzytnie fałszywą nutą przekonanie o wyższości nad Dantem, a czasami znów buta szlachecka, nieco jasełkowo przedstawiona — to jednak każdy przyzna, że trudno wymyśleć hołd głębszy i wyższy nad ten, którym jest przedstawienie Danta w roli uczestnika i bohatera dramatu wieku dziewiętnastego. Choć dziwnym, ale przecież bajecznie uwielbionym, jest ten Aligier, który walczy z Pankracym, upomina go, iż jest synem Rzeczypospolitej lackiej i recytuje mu imiona królów i hetmanów polskich.

To coś więcej niż owo kadzidło, którego jedynie brakowało, ażeby Danta uczynić świętym — jak mówi słynny jego czciciel i znawca, Ozanam. To jakieś uznanie patronatu nad nieszczęsnemi ludami.

Takiego pomnika nie wystawił nikt wielkiemu florentczykowi. Krasiński w imieniu swoich i całego świata uznał go orędownikiem narodów i zbawienia w przyszłości, rozdawcą wiekuistej Miłości, Rozumu i Woli.

I oto nie wyda się już chyba przesadnem twierdzenie Proroctwa, że na grób w Rawennie cisną się tłumy pielgrzymie: światli królowie, a między nimi Jan Saski — słynny tłómacz i komentator Danta, znany pod pseudonimem Philaletesa, dom Pedro Brazylijski, Wiktor Emanuel oraz przedwcześnie zmarły Fryderyk III, bojownicy wolności, poeci i artyści z całego świata. Księga pamiątkowa uwieczniła wszystkie sławne i drogie imiona. Byron wszedł tam w stroju uroczystym, jak do świątyni, i złożył u stóp grobowca dzieła swoje, a papież Pius IX wpisał obok swego imienia znaczący w tym wypadku i melancholijny urywek z Czyśćca o znikomości sławy: Non e’l mondan rumor altro ch’un fiato di vento (Rozgłos światowy wszak to wiatru tchnienie, co stąd i zowąd dowolnie przychodzi). Lecz tym razem stałosię inaczej. Sława trwa i wzrasta. Nawet echo samego cierpienia w dziwnie trwałe wcieliło się symbole.

Jakgdyby sam los chciał zostawić nietkniętą aureolę wygnańczą poety i uczynić go chlubą i własnością całego świata, grób ten do dnia dzisiejszego został za granicami właściwej ojczyzny. Niewdzięczna Florencya, parvi mater amoris, jak opiewa wiersz, przypisywany samemu poecie a umieszczony potem na grobowcu76, próżno starała się zabrać sławne popioły. Zapóźno było. Całą swą historyę ma ta walka jej z Rawenną, która zręcznie i wytrwale chwały swej broniła. Nie pomogły żadne podstępy, prośby i poselstwa, wyprawiane przez miasto rodzinne Alighierego. A gdy się nareszcie udało zyskać nad Rawenną wpływ, — było to za Leona X Medyceusza — i wysłańcy jego przybyli po prochy poety i trumnę wreszcie otworzono — o, dziwo! — okazała się pustą! Tylko parę liści zeschłego wawrzynu i nikłe okruchy kości świadczyły, że w niej niegdyś istotę ludzką złożono na sen wiekuisty.

Dziś istnieją dowody, że to Franciszkanie, w obawie przed zamachem — trumnę z wnętrza muru wyjęli i zwłoki przenieśli. Znaleziono je dopiero w roku 1865 podczas obchodu jubileuszowego — niemal przypadkiem, w kaplicy sąsiadującej z Mauzeoleum; leżały w skrzyni drewnianej z napisem: OSSA DANTIS A me Fra Antonio Santis hic reposita77 anno 1677 die VII octobris.

Było to odkrycie świętem nadzwyczajnem i dało pochop do mnóstwa sprawdzeń, pomiarów, mów i prac literackich. Lecz nieubłagana krytyka, i tej szlachetnej radości nie szanując, pośpieszyła pokazać zapaleńcom swą twarz powątpiewającą.