Oczywiście nie stosuję tego podejrzenia do pewnej leciwej damy z tegoż majątku w Kieleckiem, już pono babki; owo gromadne hańbienie niewiast przez „swoich” przejmowało ją, zgrozą i strachem; gdy rodzina uspakajała ją, że przecież jest już stara i o siebie nie ma się co bać, odparła:

— Tak, ale przecież i śród Kozaków są starzy.

Takie zaufanie do armii — musi jej dawać zwycięstwo...

11–12 grudnia, piątek-sobota.

W dalszym ciągu Łódź jest do wzięcia.

Dziś, wczoraj i onegdaj koalicja zakarbowała wielkie sukcesy.

Przede wszystkim, bliżej nas, odparto energiczne natarcia Niemców na linii Łowicz-Iłów oraz w okręgu Mławskim. Znaczyłoby to, że Niemcy paszczami swych dział daremnie wzdychają do Modlina. Na innym zaś polu, na polu hańbienia swojej ojczyzny, zasnął w Bogu szczęśliwie, zyskawszy miano wrzodu państwowego, minister oświaty Kasso; rak Rosji umarł na raka. Jest to jedno z największych uzdrowień.

Następnie — dalej od nas: flota angielska odniosła świetne zwycięstwo na morzu, w pobliżu wysp Falklandzkich. Zatopiono trzy krążowniki niemieckie, „Scharnhorst”, „Gneisenau” i „Leipzig”, a według dzisiejszych telegramów i „Nuernberg”.

Dzisiaj nadeszła nadto wiadomość o ataku eskadry podmorskiej niemieckiej na Dovre. Zakończył się zagładą trzech łodzi.

Lew brytański pokazał swe królewskie pazury. Ale i Niemcy, jak widać z powyższego, atakują zuchwale na morzu.