— Nie chodzi pani? Wiedziałem! Więc pani z burżujami nie chce mieć przez pół godziny do czynienia, a żąda pani ode mnie, ażebym ja się z nimi przyjaźnił, ażebym wszystko, czego mię świat i cywilizacja nauczyły, tj. strategię przebijania się przez ludzi, umiał zamienić na strategię przepychania się przez burżujów. Musiałbym chyba nauczyć się tego jeszcze w kolebce. To zupełnie tak samo, jak gdyby mi pani kazała przez całe życie chodzić na czworakach.

— A z Niemcami będzie lepiej? — zapytała, trochę zniecierpliwiona. — Im się pan przecie zupełnie na nic nie przyda, ani pan, ani panu podobni, nie jesteście przecie Niemcami.

— To być może — ja będę niczym, ale i arystokracja Polski przestanie być czymś, bo jest za głupia i za ciemna na to.

— Już wlazłeś na swego konia, wpadłem, zejdź z niego, proszę, bo znowu gorączki dostaniesz. Leż spokojnie i wąchaj lepiej cyklameny.

Uczynił, jak kazałem.

IX

20 grudnia, niedziela

Niedziela — boska pogoda, wspaniałe europlany; wszystko według programu. Wobec tego, już komunikaty sztabu głównego — zbędne i wcale ich nie było. Europlany doskonale je zastępują i z głośnym furczeniem głoszą: „My, Niemcy, jesteśmy niedaleko”.

W pierwszej chwili, usłyszawszy, jak grzeją kartaczownice i szrapnele malują na niebie okrągłe obłoczki, wołano: „to nasz!” Warszawa bowiem przyzwyczaiła się do tego, że tylko do europlanów rosyjskich się strzela; ale tym razem koncept się nie sprawdził; latał naprawdę szwab i rzucił sześć bomb; giną głównie dzieci wszelakiej biedoty.

Przyszło mi na myśl, że Wilhelm II bawi się w Jowisza406 i naśladuje grzmoty; bom właśnie czytał przed chwilą genialny felieton Caillaveta407 o poufaleniu się cesarza z Bogiem, Jehową, Zeusem itd. Podobnie dowcipnej w wielkim stylu karykatury, dawno nie czytałem. Znakomity kolega i wspólnik Flersa, specjalista w wyśmiewaniu „królów” — przejrzał na wylot megalomanię Wilusia i wywiódł z niej jego epistoły, kazania, i wszystkie teologiczne błazeństwa.