Gdy tak mało wieści z pola bitwy, jak dziś, odczytuję głosy pisarzów francuskich — co mówi Paweł Bourget, Romain Rolland, Groscalud408. Każde słowo — brylant, każdy artykulik — kompozycja skończona, światło i czucie. Zajmowali się dużo imieninami króla Alberta, którego nazwano „królem honoru”. Któryś z pisarzów czyni subtelne i wielkie spostrzeżenie: „Widywałem króla wielokrotnie przed wojną i uważałem go za człowieka miękkiego charakteru. Wojna przeobraziła króla. Dzisiaj cała jego postać tchnie energią, oczy ciskają błyskawice, głos stał się silniejszy i coraz częściej odzywają się w nim dźwięki metaliczne”...
Tak bywa w istocie — jakiś pisarz rosyjski — zapamiętałem to z czasów gimnazjalnych — mówi: „człowiek genialny wygłasza się w chwili krytycznej”.
Berliński „Tageblatt”, który w stylu, jasności i zwięzłości, chce koniecznie naśladować pisma francuskie, pisze, że wojna wydała jednego tylko geniusza w obozie koalicji zachodnio-wschodniej: generała Joffre’a. Pomijając nieścisłość tego uproszczenia rachunku, podkreślam trafną charakterystykę: „jego armia wciąż rośnie”.
Istotnie, trzeba spojrzeć teraz, po czterech i pół miesiącach wojny, na taktykę francuskiego wodza, ażeby zrozumieć, jak Joffre od razu i z bystrą przenikliwością charakter brawurowy, szastający, ofensywy niemieckiej poznał i do niej się zastosował. Gdyby na każdą furię odpowiadał furią, już by armii francuskiej nie było — a tak to uroniła stosunkowo niewiele i wydaje się, jakoby „rosła”.
Co się zaś — konkretnie biorąc — dzieje na zachodzie, trudno wiedzieć. Posuwa się ciężko, powoli, ale posuwa się. Wątpię, ażeby było prawdą, że Francuzi już lada dzień przejdą do ofensywy, ale bądź co bądź wypierają Niemców i z Belgii, i w okręgu Aisny, i po prawej stronie Mozy; Anglicy walą z morza do nadbrzeżnych obwarowań niemieckich. Słowem: Calais jeszcze nie jest i — miejmy nadzieję — nie będzie w rękach Niemców.
...Może zapytacie, dlaczego nie wspominam o prasie rosyjskiej? Mam po temu przyczyny. Z początku podobała mi się, ile że w ogóle posiada ton więcej wielkoświatowy, szeroki, filozoficzny. Ale niestety, coraz wyraźniej choruje na Nozdrewszczyznę409 — vide410 Gogol — czyli na to, czego się zupełnie wyzbyła prasa francuska. Korespondenci wojenni przesadzają i przechwalają: czudo — bohatyr411 już jest zbyt nieodstępną cechą żołnierza rosyjskiego. Naturalnie, w miarę mnożenia się trudności na drodze do zwycięstwa nad wszechświatem, fanfaronada rośnie. Ale już wprost niesmaczna jest rubryka epizodów z pola walk. Oto np. list Kozaka do domu, pełen rzewnej tęsknoty, ale głównie tęsknoty za... szkołą. Któż by przypuszczał, że Kozacy są takimi amantami szkoły! Oto żołnierz — bohater, widząc, że jego kapitan nic ciepłego od kilku dni w ustach nie miał, w czasie najzażartszej bitwy sprokurował mu kuraka, ugotował rosołu; przyniósł w miseczce, siarczyście galopując! („Birżewyja wiedomosti” z końca października).
Niesłychanie wiele ciekawych i niezwykłych epizodów podaje prasa paryska. Ale jaka tam głęboka prawda, jaka bezstronność i przyznawanie się do strat, jaka czystość tonu, jaka nuta minorowa412, jakie proste, żołnierskie, skromne patrzenie śmierci w oczy! Tam każdy chce być tylko walecznym, tylko spełniać swój obowiązek, tylko zapisać się w sercu Francji. A tu, w Rosji, każdy musi być zaraz świętym Jerzym413, jakimś cudotwórcą z Kremla, archimandrytą414 poświęcenia, ultrawłodzimierzem, złotą kopułą cnoty rycerskiej, Ilią Muromcem415 w braniu samowtór416 lub samotrzeć417 do niewoli całych tysięcy.
Oto dlaczego przestałem czerpać mądrość z pism rosyjskich, nie jest ona zgoła od naszej rodzimej większą — jest tylko wymowniejszą i daje na dziesięciny to, co nasze bulwarowce dają na łokcie kwadratowe.
Myślę, że tak jest w rzeczywistości, jak w anegdocie: ujrzawszy paru Kozaków, znaczny oddział piechurów niemieckich wywiesza białą płachtę, jako że chce się poddać. Na razie przestraszony, a potem zdziwiony Czeczeniec, czy Kabardyniec (a może Osetyniec lub Ingusz418 itp.) w końcu przystaje na propozycję, ale pod warunkiem: rubla od głowy.