Warszawa widocznie odzwyczaiła się od aeroplanów i bomb, wczorajsze bowiem uczyniły wielkie wrażenie. Wieciorem w kawiarni au grand U tylko o tym gadano — zapominając, że premiera była już przed dwoma miesiącami.
Ale powoli w kołach krytyczniej na rzeczy patrzących utrwala się zrozumienie, że na razie Warszawa nie leży w planach Niemców. Zbyt silnie jest broniona i obwarowana, prawy zaś brzeg Wisły zanadto przygotowany do odparcia najazdu, żeby Hindenburg miał tu marnować siły, potrzebne do flankowego uderzenia, od strony radomskiej i kieleckiej na Galicję. Jakoż powoli wojska jego zajmują południowy zachód Królestwa. Zapewne ruch ten jest skombinowany z akcją od południa, od strony Karpat, i niewątpliwie krwawe muszą się tam toczyć walki. O ile by się udało odrzucić Rosjan z powrotem ku Przemyślowi, a nawet dalej, na wschód, front niemiecki sam przez się przysunąłby się do Warszawy.
Podobno w dzielnicach zwykle najlepiej poinformowanych, tj. na Nalewkach i Franciszkańskiej, których daru widzenia na odległość nie należy nie doceniać, dzisiaj padło znamienne słowo: ewakuacja Lwowa...
Będziemy mieli święta spokojne. Ci, co jak ja — od trzech miesięcy listu od swoich nie mieli, będą mieli święta, tylko odurzające się trunkami. One muszą być — taki postawiłem warunek tym, co mnie proszą na wilię. Zresztą, prawdę mówiąc, ze wszystkich, rozdzielonych do niedawna z swym najdroższymi, ja jeden już tylko pozostałem samotnym. I wstyd pomyśleć o tym, co stoi na przeszkodzie, że pojechać do swej rodziny nie mogę. Nie wojna, nie odległość, nie miny podmorskie na lądzie, boć przecież ogłasza się nawet Nizza, że komunikacja z nią została przywrócona, ale...
Coraz dłużej przesiaduję u siebie. Mój pokój, no i teatr — to moja wolność i moja niepodległość. Z nikim prawie nie rozmawiam, ale widzę wiele. Ostatnio zajęły mnie bliżej kobiety rosyjskie, których ogromna ciżba napłynęła do kraju. Spotykam je ciągle na korytarzach „Europejskiego”419, słyszę bezustannie ich mowę na ulicy, w teatrze siedzę śród nich. Dalipan420, nie mogę się nimi zachwycać. Przede wszystkim, nie są pięknotyłe jak warszawianki. Po wtóre, mają chód oficerski. Po trzecie, wiele spośród starszych ma wyraz twarzy zły i bardzo rosyjski. Znam takie, których oczy mogę tylko nazwać białymi — taka w nich złość i okrucieństwo się maluje. Niemki były zawsze nieponętne i tylko w ostatnich czasach snobizm estetyczny i dobrobyt uczyniły je wykwintniejszymi Zdarzają się Rosjanki powabne i pociągające, ale w nich połączenie zakonnicy, sanitariuszki i kokiety jest szorstko obce i niemiłe. A już zupełnie nie pojmuję gustu dla dragonic421, które Rosjanie nazywają: belle femme-istaja422. Wiem, że i Polki sanitariuszki potrafią być zalotnymi; w pewnym eleganckim lazarecie fundatorzy nawet kazali (sic) im być takimi; ale to stałe rosyjskie połączenie pielęgniarki z kochanką — jeszcze nie utorowało sobie drogi do mojej miłości. Jeszcze mam pewne przesądy. Polka jest niemniej zmysłowa, romantyczna i nawet erotyczna, ale nie umie jeszcze włączać miłosnej ekspansji w opiekę nad chorymi.
W najbliższym moim sąsiedztwie ta synteza rosyjska rozgrywa się bardzo często; nie chciałem w nią z początku wierzyć, ale za dużo faktów o niej świadczy. Słuszność każe dodać, że w samej pracy sanitarnej Rosjanki są jednak bardzo dzielne i poświęcone.
W tramwaju wciągnęli mnie raz Rosjanie do rozmowy. Zapewne zdziałała to gazeta rosyjska, którą czytałem. Było już koło północy i w wagonie, snadź ostatnim, ludzi było bardzo mało. Kobiety odezwały się tonem absolutnej pewności, że właściwie na święta powinien być zawarty pokój, wobec tego, iż cała Galicja i Prusy wschodnie są już w „naszych rękach”. Odparłem nieśmiało, że inicjatywę powinna dać Rosja. „Nie, Niemcy powinny upokorzyć się i przeprosić”.
Patriotyzm rosyjski jest, przypuszczam, wielki, ale coraz częściej pojawiają się znaki, że żołnierza żadna zrozumiała i uchwytna myśl nie zagrzewa. Bijemy się „za tych przeklętych Polaków”, mówią zdrowi, i dopiero ranni nie mają słów wdzięczności dla „Polaczków”, za miłosierne i troskliwe obchodzenie się z nimi. Podobno wielu marzy tylko o tym, ażeby otrzymać ranę w rękę i iść do szpitala. Opowiadają, że chętnie wysuwają ręce nad okopy, ażeby przyciągnąć kulkę niemiecką. Muszą być i tacy, co sobie sami palce obcinają, skoro wydano prawo grożące za takie okaleczanie się śmiercią.
I pomyśleć: po co i na co straciła Rosja milion żołnierzy w zabitych i rannych? Gdy wszystkie państwa walczące bronią swego bytu przed hegemonią pruską lub inne — swego stanowiska mocarstwowego, jedyna Rosja, wielka, w tułowiu swym niezagrożona, niemal nieprzystępna i zgoła niepożądana, dla jakiejś tam „misji historycznej” brodzi we krwi po sam pępek. Tyle ziemi, tyle chleba, tyle ryb, tyle lasu, tyle bogactw w naturze i ludziach i zwierzętach, że choćby tylko dziesiąta część tego była należycie gospodarowaną, już by państwo — kolos było syte i szczęśliwe. Nie! Muszą iść stanąć przed światem w papasze na bakier z hasłem: „Ja im pokażę! Ura! Ura! Ura!”
Oto racja stanu rosyjska. Nikomu nie pomoże, Berlina nie powącha, Poznania nie dosięgnie nawet najdłuższą piką kozacką. Lwów posiada i już zalała dziegciem, popami i policjantami. Ongi Bohdan Chmielnicki423, oblegając gród lwi, żądał jako okupu, pewnej ilości kobiet do namiotów i Żydów dla szubienic — Rosja już to wszystko ma; po co więc walczyć dłużej, bez sensu i życiowej lub politycznej konieczności?