Do przywrócenia całkiem normalnego biegu życia wiele się przyczynia wznowienie imprezy operowej. Średnia, pod względem repertuaru i sił, opera to jeden z ośrodków mózgu Warszawy. Gdy on funkcjonuje, czynną jest i reszta. Powraca przedsiębiorczość w urządzaniu koncertów i widowisk. Wojna staje się nam coraz dalszą — choć Niemcy bynajmniej teraz nie są dalej niż przedtem. Instytucje dobroczynne, sanitarne, przytułki i kuchnie, herbaciarnie dla inteligencji i schroniska dla — koni i bydła stały się już zwykłymi zajęciami i urządzeniami w mieście. Przyzwyczajono się do przypływu i odpływu bezdomnych, do cholery i tężca, do tyfusu i ospy, grasujących na przedmieściach i w bliskości frontu rosyjskiego.
Ale w tych licznych a drobnych funkcjach dostrzec można zarodek czegoś nowego i ważnego dla kraju. Warszawa się nieco przeistoczyła. Zbiegów jest tak wielu, że musieli na jej fizjonomii wypieczętować pewne nowe rysy. Napłynęło z ziem, ogarniętych przez Niemców, sporo inteligencji, nauczycieli, światlejszych mieszczan. Tym już wracać się nie chce, nawet wtedy, gdy mogą. Miasto ich przytuliło i mlekiem swoim nakarmiło — więc są wdzięczni Widziałem te przytułki na ulicy Moniuszki, na ulicy Kopernika. Ależ to nie schroniska, to raczej gęsto zaludnione hotele w czasie jakiegoś kongresu! Ludzie mieszkają nieco ciasno, ale czysto, wygodnie, jedzenia pod dostatkiem, pism i książek do woli. Opieka staranna, życzliwa, dbała o ciało i o ducha...
Ci na pewno już zostaną w Warszawie. Choć wojna się skończy — oni, zasmakowawszy w rozległej kulturze stolicy, rozstać się z nią nie będą chcieli, wsiąkną w nią, wniosą nowe pierwiastki, może i powiększą rozmiary stolicy.
Warszawa jednak żąda za swą dobroć pewnej zapłaty; nie tej śmiesznie drobnej, którą uiścić jest w stanie każdy przygarnięty — ale tej, która jest daniną dla obowiązkowości miasta. W Warszawie trwa po przez wszystkie czasy i wstrząśnienia jedna stała, niezniszczalna, górna mania — kształcenia i organizowania ludzi dla celów kultury. Kto ten nałóg wyobraża, kto go wciela? Kto jest jego naczyniem? Kilkanaście kobiet i kilku asystentów — jak zawsze. Oni są tą nicią, która łączy się pewnie z nicią pracy wolnościowej z przed lat dziesięciu; oni stanowią tę zawiłą a nieuchwytną i niepozorną tradycję skromnego oświatowego sprzysiężenia, które nie przygasa nigdy, a zjawia się butnie i żywotnie, ilekroć czujność policji i ochrany usypia.
Tak się stało i teraz. Skorzystano z tego, że nawała bezdomnych jest wielka i nagła, że potrzeba dania przytułku i stwarzania gospód nie znosi zwłoki, że do klęski tej przyczynia się i władza wojskowa przez swe gwałtowne i ciągłe ewakuacje, że ratować trzeba szybko i bez formalności, że wezbrana fala filantropii i samopomocy mogła być uważana za jedno z sympatią dla armii — i zorganizowano nauczanie. Jest to koronacja naszego miłosierdzia.
10 stycznia
Można się w szpitalach dowiedzieć wielu rzeczy niepotrzebnych. I to niekoniecznie gawędząc z rannymi, bo ci najczęściej nic nie wiedzą, i rzadko który widział to wojsko wraże, od którego otrzymał postrzał.
Wiedzą lekarze, czują coś sanitariusze, przywożący nowy „materiał” z lotnych oddziałów i pociągów sanitarnych. Otóż moja teoria „łódzkiego Grunwaldu” szczerze ich bawi i rozśmiesza. Oni bowiem słyszeli tylko o jakimś „Grunwaldzie na wywrót”, którego rezultatem miało być wzięcie do niewoli 70 tysięcy Rosjan. Trzytygodniowa walka pod Łodzią dlatego właśnie przyniosła generałowi Hindenburgowi wysokie odznaki, generałom rosyjskim kilka dymisji, a Mienszykowowi nasunęła pod pióro pocieszającą refleksję, że Łódź to przecie tylko żydowsko-niemieckie, w gruncie rzeczy „obce” miasto.
Same rozczarowania! A do nich przybyły smętne sprostowania wiadomości z okresu świątecznego. A więc Franciszek Józef żyje, Wilhelm II nie umarł. Zwycięstwa nad Bzurą, Pilicą itd. też zostawiają wiele pola do domysłów. Władze gubernialne płockie — zamieszkały w Warszawie, co pozwala wnioskować, że klęska Niemców pod Mławą nie była znowu na bardzo długo. Przebąkują też o zuchwałej ofensywie Turków na Kaukazie. Jeden cały korpus górali wraca tam, albowiem wojsko z równin nie umie się bić w górach, itd.
Słowem — z „szarańczą” niemiecką sprawa jeszcze nieskończona, na domiar złego przywlokła ona swoje ciężkie działa nad Bzurę.