Oglądam ilustracje francuskie i nowe pismo „La grande guerre”. Oto ludzie, którzy nawet wojnę monotonną potrafią odmalować z furią gestu, temperamentu, niespożytej duszy... Ich rysunki na temat Marsylianki działają jak marsz, który pędzi w bój. Płomienne oczy, rozwiane suknie, naatchnione postacie, prosty, namiętny rysunek czynią z pioupiou453 bohatera romansów Victora Hugo. Jak gdy nagle wymazał ktoś z historii rok 1870 i wszystkie mielizny dekadentyzmu i połączył chwilę dzisiejszą z tą dawniejszą, kiedy miecz francuski ciskał pioruny na świat cały.
Doprawdy, Francji dobrze zrobi ta wojna. Niejedną lichotę w sztuce, niejedną zdechliznę przerafinowania, niejedną literacką jałowość — zmiecie ten wicher zapału i patriotyzmu, ta niszcząca pochodnia prawdy, którą jest rzeczywiste męstwo. Kule, co świszczą nad Szampanią, niosą śmierć nie tylko ludziom, ale i chorobom ich ducha — to są świsty, spędzające z desek teatru miernoty, komediantów i kabotynów nowoczesnego Paryża.
A Anglia? To wielki, wielki czempion świata. Można by myśleć, że to Guliwer454, co trzyma na nitkach liliputów francuskich, niemieckich, rosyjskich, tureckich. Kazała im tańczyć z sobą i tańczą, a przy tej sposobności wypruwają sobie kiszki. Ona zaś, jako prawdziwy metr tańca, także okręci się kilka razy, zaprosiwszy w tan jedną z najpiękniejszych kobiet. Kiedy wszyscy popadają i omdleją z upływu krwi, ona położy kilka plasterków angielskich na swoich zadraśnięciach, rozsiądzie się w fotelu lordowskim i napawać się będzie widokiem powszechnej anemii, połączonej z częściowym paraliżem — sama jeszcze zdrowsza, silniejsza i bardziej rumiana.
Nie darmo to jeden z jej proroków, Wells455, przepowiada, że w krótkim czasie wszystkie narodowości skondensują się w kilka grup magistralnych, które zapanują nad światem. Czas ten się zbliża. Wierzę, iż panami Europy będą dwa państwa: Anglia i Francja, jedyne dwa mające potężną wolę istnienia i mocy. Niemcy jako geniusz karności będą pupilem z prawami samodzielnego towarzysza. Rosja, pozbawiona woli raz na zawsze, przeżarta do szpiku kości bakcylem wieszającego prawosławia i porosła wszami, nigdy nie będzie niebezpieczną, a z czasem uczynią ją i nieszkodliwą. Nikt jej zwyciężać nie zechce, i wszyscy poprzestaną na pożyczaniu jej miliardów na bardzo wysoki procent. Będą ją utrzymywali w stanie chronicznej potrzeby pieniędzy. Do Europy jej nie puszczą, a na Dalekim Wschodzie pilnować jej będzie Japonia z Anglią. Wszystkie inne państwa istnieć będą jako zdetronizowani królowie, z wielkim dworem, apanażami456, psiarnią myśliwską, ale istnieć o tyle, o ile będą pożyteczne mocarstwom głównym. Będzie to epoka różnych odcieni neutralności, niepodległości, autonomii, jak są tytuły dworskie szambelanów, podczaszych, wielkich koniuszych itp.
Ta niepodległość, o którą nam Polakom idzie, będzie także pewnego rodzaju lucus a non lucendo457 — sztucznym tworem wyrachowań angielsko-nieangielskich.
Ale na takiej ewolucji ludzkość nie straci. Owszem, osłabnie politykomania i wzmocni się praca dla kultury, nauki i sztuki. Koncentracja państwowości i militaryzmu wyzwoli wiele umysłowej energii, doprowadzi do wzrostu duchowości i osłabienia pych, but, ambicji i złudzeń.
Bodajby to nastąpiło czym prędzej! Myślę, że wojna europejska pod jednym względem znakomicie uświadomi ludzkość: że istnieją zasadnicze różnice między narodami, posiadającymi własną potężną wolę i — nieposiadającymi jej.
Spośród pretendentów do tronu Europy nie zwyciężą, jak w przemądrym dramacie Ibsena458, Haakonowie, zaś ulegną Skule’owie, nie zwyciężą twórcy narodów, budowniczowie człowieka, lecz na odwrót: mistrze w sklejaniu państw — monstrów.
8 stycznia, piątek
Postanowiłem zmienić zasadniczo swój pamiętnik: pisać będę nie co dzień, lecz co tydzień. Wystarczy to najzupełniej, przynajmniej na okres bieżący, w którym znowu zaczynam wierzyć groźbom Anglii, że prowadzić będzie wojnę choćby przez trzy lata. W wypadku bowiem utrzymania się tego stanu przewlekłego, na cóż by się mnie lub innym przydać mógł mój dość szczegółowy raptularz459 przeżyć? Jakże na takiej olbrzymiej przestrzeni czasu nikłymi są one wydadzą? Jakże często byłyby między nimi podobieństwa, dochodzące do identyczności! Znudziłbym siebie sam i znudziłbym innych.