Stosownie do „orientacji”, jedni przyrównywali go do czegoś pięknego, inni natomiast do wielkiego, wypasionego wieprza, do brzuchatej świni itp.
Słowem, ludzie wszyscy bez wyjątku, z którymi rozmawiałem, mieli te dwie sensacje: widzieli zeppelina i słyszeli wściekłą kanonadę kartaczownic i szrapneli, usiłujących trafić śmiałka.
Ja zaś, znany ze swojego małego talentu do tęgiego spania — wszystkich tych cudów wojny nie słyszałem i nie widziałem! Muszę teraz albo cały dzień kłamać, albo nie wychodzić z domu.
Mój czuj-duch jest na zawsze skompromitowany...
Chociaż bywając w Dreźnie i Lipsku, widziałem niejednego zeppelina, i jego obraz mam zawsze w wyobraźni przytomny, to jednak sterowiec, który szybował nad Warszawą, nie wyrył mi się głębiej w pamięci. Nawet to, że rzucił bombę, gdzieś podobno w pobliżu gazowni miejskiej, nie dodało mu w oczach moich namacalności. Nawet to, że, jak zapewniały gazety ugodzono go szczęśliwie i że spadł gdzieś w okolicach Warszawy. Dzienniki więcej urzędowe podawały, że spadł pod Ciechanowem — co równałoby się faktowi, że opadł spokojnie lub nawet wylądował już na terenie wojsk niemieckich.
Jeden z dzienników, chcący grać na zwyżkę na giełdzie patriotyzmu, obwieścił, że były nawet dwa zeppeliny, że kilka aeroplanów rosyjskich puściło się za nimi w pogoń, co zresztą częściowo potwierdzili i poranni widzowie z Warszawy, i że jeden z nich przedziurawiony „klapnął” tuż za Pragą i będzie przywieziony do Warszawy.
Nie powiem, żem jego przybycia oczekiwał165 — choć dałbym wiele, żeby tego wieprza tak rozpłatanego zobaczyć — bom nie wierzył zgoła zapowiedzi; jakoż istotnie — nie przywieziono go. Wkrótce wszyscyśmy o nim zapomnieli.
Kartka bez daty
Znowu jakieś szeptanie po ulicach; stoliki po kawiarniach gęściej obsadzone.
Warszawę ogarnia naprawdę niepokój: wszystkie jego charakterystyczne symptomaty wystąpiły naraz. Produkty w sklepach gwałtownie podrożały; panie dostały znowu febry zakupów gospodarskich. W stroną mostu Kierbedzia166 suną karawany dorożek z tłomokami, pościelą itd. Coś się dzieje: wiatr niegwałtowny, ale wymowny, muska jak przed burzą drzewa i kwiaty.