Tym razem wiatr idzie od strony stanowczo złej, od Suwalszczyzny. W tamtych dzielnicach Niemcom się dotąd szczególnie powodziło. Brawurowe posuwania się generałów rosyjskich do suwalskiej podstawy operacyjnej ku Gombinowi, Ełkowi, Białej, jeziorom mazurskim, kończyły się stale katastrofą niebywałej w dziejach bitew okropności. Prusy Wschodnie i wszystko, co z nimi ma jakąkolwiek styczność, jest w złej sławie. Stamtąd nic dobrego nie przychodzi.
Pantoflowa poczta nigdy tak czynną nie była jak teraz. Przynosi uparte wieści o zajęciu Suwałk, o marszu na Grodno i Białystok, o planie przecięcia komunikacji z Petersburgiem.
Niektóre nowiny dziennikarskie, podawane skromnie i niewinnie petitem167, dają karm168 tym obawom. Władze skarbowe ze Suwałk rzeczywiście przeniosły się do Olity, bardziej na wschód; to jest pewne, a więc...?
Zrozumiano, że Niemcy gotują generalny pochód ku linii twierdz po prawej stronie Wisły, a że „czego chcą, tego zawsze dokonają”, więc czyż może być jakakolwiek wątpliwość, że dopną swego? Kilka ich piekielnych dział 42-centymetrowych wystarczy, żeby fortyfikacje Ossowca, podobno bardzo tęgie i nowoczesne, rozwalić jak kupę piasku.
Strach dzisiejszy ma swoją własną, odrębną fizjonomię. Katastrofa stanie się nie jutro i nie pojutrze — za dni dziesięć lub piętnaście, ale wyrok niecofniony169. Tym razem Niemcy ukazują się w perspektywie, nie jako zwierzęta mordujący niewinnych kaliszan, i nie jako butne, ale względnie spokojne junkry170, zajmujące Częstochowę, Sosnowiec, Włocławek, ale jako ów hufiec potworny, z stadem nowoczesnych słoni Hannibala171 — zrodzonych w Kruppiarni. Widzimy zawczasu owe „kufry” żelazne, które przebiegłszy jak aerolity172 dwie mile w powietrzu, walą w gruzy mury betonowe, pięć metrów grube.
W takim rynsztunku zbliża się teraz niemiecki Attyla173; gdzie koń jego postawi nogę, tam trawa nie wyrośnie. Wszystko, co nam groziło do tej chwili, to były wywiady lub demonstracje dla odciągnięcia sił i uwagi, to były niewinne przygrywki; teraz idzie owo coś niewymierne i nieubłagane, co zburzyło Liège i Namur, a czemu żadna siła ludzka oprzeć się nie zdoła.
A jednak!... Przychodzi komunikat urzędowy i zwiastuje, że na linii Druskienniki-Sopoćkinie nieprzyjaciel został odparty. A więc naprawdę szedł tak, jak głosiła fama — ale może już dalej nie pójdzie!
Otacza nas obłok niepewności, telegramy mówią tylko półgębkiem, jasne jest, że tam się ważą losy Rosji i nasze, walki mordercze trwają dni i noce, głównie w miejscu gdzie schodzą się trzy ziemie: suwalska, kowieńska i grodzieńska.
Ale oto znowu światło nadziei: wojska rosyjskie wypierają wroga przez lasy augustowskie, zadając im wielkie straty, i nawet docierają do samej granicy. Więc nawet — ponownie zajmują Ełk i Białą. Ostrzeliwanie Ossowca — tego klucza do Białegostoku i najważniejszych połączeń kolejowych — nie powiodło się. Obronił się dumny Niemen ze swymi wyniosłymi brzegami. Wprawdzie spalono Druskienniki, ich wspaniały park i domy, ale w nurtach Niemna znalazło śmierć osiem tysięcy Niemców.
Dalej idą wielkie liczby jeńców, ogromne łupy taborów, armat i amunicji.