Pod Ossowcem załamała się legenda o niezwyciężoności Niemców. Czy była to wyprawa ich sił głównych, czy, jak przypuszczają wojskowe pisma rosyjskie, dywersja na wielką skalę — nie ulega wątpliwości, że mogła zaciążyć fatalnie, że wróg nie żałował energii ani materiału ludzkiego i że ostatecznie został rozbity, a może rozgromiony.
Nadchodzą straszne szczegóły tych walk nad Niemnem. Rozpisały się, a nawet rozpasały pióra korespondentów z pola bitwy. Mityczne heroizmy i sukcesy mnożą się z plennością kaczek dziennikarskich. Po drutach telegraficznych idą gratulacje i serdeczności.
Są tacy, ce wierzą nawet, że klęska Niemcom zadana jest całkiem godnym odwetem za klęskę generałów Samsonowa i Martosa174.
I znowu odetchnął kraj swobodniej, a Warszawa wróciła do teatrów, kawiarń, brydża i pokera. Rozpogodziły się czoła; tylko Hestie nasze, boginie ogniska domowego — zasępione. Co zrobić z tymi zapasami kaszy, mąki, cukru, soli, świec stearynowych, drzewa itd. itd.?
Daremnie byś im tłumaczył: „O brzegi Niemna rozbiła się sława niezwalczoności Niemców! Słyszycie? Tu się odwróciła wielka karta historyczna!”
Hestie są niepocieszone...
11 października, niedziela
Chwilami ma się wrażenie, że Prusacy są nieodwołalni jak fatum. Trzeba im przyznać, że umieją działać na dusze nie tylko potęgą swego żelaznego systemu, nie tylko liczebnością swojej Kruppiarni lecz i świadomą sugestią.
Gdy mają zgładzić miasto, przysyłają mu wprzód wyrok w postaci samolotu lub zeppelina. Czy krążą, rekognoskując175 tylko, czy przy sposobności rzucają bomby na gazownię, elektrownię lub ważny jaki most — zawsze zjawienie się ich jest złowróżbne, jakby naigrawające się: „Idę na was”, zdają się mówić aeroplany176. „Odsłaniam swój zamiar, a jednak się nie boję, że mi przeszkodzicie, los wasz rozstrzygnięty”.
Warszawa ma dość intuicji na to, żeby wizyty wczorajszych samolotów tak, a nie inaczej sobie tłumaczyć. Więc znowu popłoch, tłok w sklepach spożywczych, gromadzenie zapasów, ożywione rozmowy, zwiększony do niemożliwości ruch na ulicach.