Pod wieczór rozeszły się pogłoski, że władze kazały ewakuować i spalić Czerniaków. A więc bitwa toczyć się będzie już prawie w samym mieście! Istotnie, wiele się pokazało na ulicach ciężkich fur żydowskich, „bałagułów”189 i wozów drabiniastych z takimi czubami, że chyba cała wieś musiała być w nich spakowana.
Zaczyna być niesamowicie. Niebezpieczeństwo zwisa coraz niżej, skoro pędzą na pozycje nowe działa i jaszczyki. A piorunowa mowa haubic daje do zrozumienia, że wróg jest zawzięty, że sprawa z nim ciężka, że w coraz to innym punkcie się wynurza. Podobno rozgościł się w Konstancinie i w kilku willach skolimowskich. Widziano go w Jeziornie.
Czy pomyślałem przed trzema tygodniami, gdym w Lesie Skolimowskim, w powietrzu cudnej świeżości, w ozłoceniu połowy września, patrzył na ugory, ścielące się pod Lasem Chojnowskim, że tam wkrótce granaty będą darły pachnące sosny i urywały ludziom ręce? Że tu, nieopodal kwitnącego ogrodu mego brata — chwycą się zębami paszcze dwóch straszliwych potęg, a ziemia, co słyszy tylko granie świerszcza lub polnego konika, dudnić będzie od ryku śpiżowych gareł?
W nocy
Studiujemy mapę i ktoś kreśli nam dyslokację armii obu stron, o ile to możebne190 wobec tajemnicy, która ją okrywa. Uderza złożoność sytuacji. Armie niemieckie, idące koncentrycznie ku Warszawie od granic Królestwa półkręgiem, od północo-zachodu aż do południa, obejmują bardziej wewnętrzny łuk pozycji rosyjskich; potem idzie znowu długi jęzor armii niemieckiej, sięgający aż południa Warszawy, a przeciw nim najeżyła się obręcz rosyjska, opasująca Warszawę po lewej stronie Wisły. Królestwo jest jak wielki piernik przekładaniec, o który się biją dwaj najwięksi mocarze świata.
I biją się jednocześnie o Wisłę. Pod Górą Kalwarią Rosjanie chcieliby przebyć rzekę od prawego brzegu, żeby uderzyć na tyły niemieckie, Niemcy próbują tego samego pod Karczewiem czy Otwockiem. Więcej zaś ku południowi Niemcy bombardują Dęblin, a gdyby tam sforsowali przeprawę, znaleźliby się niebawem po stronie praskiej i stalowymi ślepiami spojrzeliby wprost w oblicze Warszawy. A tam znów czyha na nich armia rosyjska nad Narwią — itd. Wyłania się sto możliwości i planów. Ale Warszawa już nie kombinuje, stała się nerwową i niecierpliwą. Czuje zbliżanie się ciosu głównego i tylko odgadnąć się stara, jakim on będzie? Czy ból, który sprawi, będzie do zniesienia? Czy cofające się — czego Boże broń! — wojska zdążą w czas przejść przez mosty, czy nie będzie walk ulicznych? A potem kołace w sercach niewyraźny strach, czy motłoch nie rzuci się do grabieży, czy milicja zdoła utrzymać porządek itp.
Niepewności i obawy ściskają szyję jak powrozem...
III
16 października, piątek
Dzień taki, jak gdyby co najmniej odrodziło się słońce. Grzmoty dział, choć wcale nie słabsze, owszem, od wczesnego ranka grające fortissimo191, wydają się spokojniejsze, rzekłbyś, pomiarkowane przez promienną pogodę dnia i wracające ciepło. Haubice wtórują rozświtowi symfonią.