Tylko przede mną, nieskończenie wyrozumiałym i słabym dla niego, odważa się wypowiadać swoje śmiesznie niepopularne majaczenia.
— Zastanów się — woła, chodząc żywo po moim pokoju — król saski był w drodze do Warszawy! Tak blisko byliśmy wkroczenia Niemców, najciekawszego przewrotu na świecie! Pomyśl no: Polska — Królestwem Saskim, włączonym do Rzeszy Niemieckiej. Królestwa nie można już traktować jak prowincji. To byłoby naprawdę wskrzeszenie Polski. Ten twój wielki zmierzch — to wielki świt!
Asumpt do tych rojeń brał z tego faktu, że wzięto do niewoli wielkiego koniuszego króla saskiego, a „Goniec Urzędowy” stąd wywnioskował, że znamienity jeniec był pewnie nie jedynym tylko dworzaninem króla Fryderyka Augusta261, że być musiał i cały dwór, że zatem przygotowany był ingres262 uroczysty i pewnie wielkiej doniosłości akty.
I nie dawał sobie wyperswadować, że wszystko to razem plotki i czcze kombinacje, wymyślone dla ośmieszenia cofających się Niemców. Jest niepocieszony; o dniach bombardowania Warszawy wspomina jak o muzyce przyszłości; z prawdziwym bólem mówi o tym, jak szedł na spotkanie strzelcom263, w stronę Mszczonowa, narażając się na kule niemieckie, lub jak wchodził na dach sześciopiętrowej kamienicy w pobliżu Pola Mokotowskiego i chłonął oczyma fajerwerki pękających w oddali szrapneli i łuny pożarów.
Jest to sceptyk niepoprawny, zrośnięty w jedno z nieuleczalnym entuzjastą. Kanonada pod Warszawą stała się dlań nowym mitem, legendą, nowym tematem marzenia o tym, co się już stać nie może. Sam przyznaje, że jest na rok lub może na całe życie złamany i żałobą okryty.
Żal mi go szczerze. Taka głowa — i taka naiwność!
Zapomniałem dodać, iż dlatego jeszcze pozwalam mu się wywnętrzać, że ma niezmiernie przyjemny, jasny głos, który zdaje mi się czasami świadczyć o jakiejś bezgranicznej śpiewności jego uczuć — szkoda że wiedzionych na pasku przez absurdy. Gdyby był kompozytorem, na pewno napisałby piosenkę na swój ulubiony refren: „Ten twój wielki zmierzch to wielki świt”!
...Stało się coś niesłychanego. Sensacja prawie nazbyt mocna, tak że nuda od razu uciekła. „Goeben”, „Breslau” i „Hamidie”264, ostrzeliwały wczoraj Teodozję i Charków. Bez wypowiedzenia wojny!
I znowu cześć poczcie pantoflowej; wczoraj wieczór w redakcji jednego z dzienników, stary metrampaż265, zawołany polityk, a przy tym dużo a cicho miarkujący, obwieścił: „Turcy bombardują Odessę”.
Dzisiejsze zaś telegramy głoszą o tym oficjalnie. Różnica zachodzi co do miejscowości, ale fakt potwierdza się w całym swym złowieszczym blasku...