W ogóle pomimo pozorów doskonałej organizacji sił i czynników społecznych, pomimo jednolitości idei wytycznej — szamocemy się śród kontrastów. Z jednej strony miliony walecznych giną — z drugiej waleczni kondotierzy z bączkami na czapkach robią miliony. Po naszej stronie wojna jest stanowczo dualistą.

A co do bitwy na Morzu Czarnym, to jako stoczona bardzo daleko od nas i już całkiem daleko od redakcji pism, mogła zostać należycie spowita w mgłę tajemniczości. Dzisiejsze źródła urzędowe przyznają, że ucierpiał pancernik „Jewstafij”, na którym zginęło kilku oficerów i miczmanów317 i kilkunastu marynarzy niższych stopni. Na ogół jednak wynik batalii miał być dla floty rosyjskiej pomyślny.

Z każdą chwilą umacnia się we mnie przekonanie, że dywersja turecka jest manewrem wielkiego znaczenia. Depesze WAT, czyli słusznie tak zwanej Waty, specjalnie fabrykującej nieporozumienia, szemrania, bunty, niezgody, między dwu sprzymierzonymi, ich władzami, ministrami, wodzami itp. — ciągle każą oficerom tureckim mordować oficerów niemieckich i vice versa318.

21 listopada, sobota

Coś się ważnego za kulisami dzieje. Fachowe pisma rosyjskie przyznają, że Niemcy prowadzą poważną ofensywę. Walki okrutnie desperackie toczą się „w okręgu między Wartą a Wisłą”. Strategicy z cesarstwa nie bez ironii mówią o metodzie „ciągłego ponawiania natarć i błyskawicznych odwrotów”, która bezowocną dla Niemców dotąd była i nadal będzie. I sceptycznie też wyrażają się o posuwaniu się ich jednocześnie obydwoma brzegami Wisły, dając do zrozumienia, że jest to wobec szerokości rzeki i braku zabezpieczonych przepraw, zupełny i śmieszny hazard.

Czyli, że wróg nadciąga i od strony Płocka. Ale wytłumaczyć sobie nie umiem, dlaczego się nie pisze i nie mówi o niebezpieczeństwie, grożącym z tej strony. Całą uwagę poświęcono wypadkom, rozgrywającym się na wschód od Warty. Bitwy na tym teatrze, tak niewielkim, gdyż okrąg z nim sąsiadujący w kierunku południa, jest cały zalany wojskami rosyjskimi — komunikaty naczelnego wodza zwą „szczególnie uporczywymi”. Jakoż przybywają całe pociągi rannych i wielkie partie jeńców. Ale co się dzieje bardziej na północ?

Zwięzłość czysto militarna i po wojskowemu sucha wiadomości owych znowu daje pole do domysłów. Jesteśmy wszyscy jak wobec wielkiej zagadki. Z jednej strony jasnym jest, że Niemcy, cofnąwszy się do swych mocnych sztucznych podstaw: Kalisz–Częstochowa, ruszyli znów naprzód z znacznymi siłami, a więc nie na żarty i nie dla zamaskowania się tylko — z drugiej zaś niemniej jest pewnym, że duch środ oficerów rosyjskich jest raźny i absolutnie od obaw wolny, a w mieście najczulszy słuch nie wyśledzi jakichkolwiek zarządzeń ewakuacyjnych. Czarnowidze utrzymują, że i na nie niebawem kolej przyjdzie i że wódz naczelny sprawę tę pozostawił po prostu samym urzędom i istniejącym w tym przedmiocie przepisom.

Ciż sami czarnowidze, już z znacznie większą logiką, tłumaczą sobie zygzakowate wieści znad frontu Diksmuide — Ypres, niekorzystnie dla koalicji. Jeśli — dowodzą — Niemcy mogli przerzucić tyle wojska liniowego na front polski z belgijskiego, to znaczy, że czują się w Belgii zwycięzcami.

Nie sądzę. Geniusz Joffrencha zdaje sobie niezgorzej od nich sprawcę z wyrocznego znaczenia tych walk o kanał Izery i drogi wiodące do Calais, więc i moje serce posłuszne jest, gdy mu każę być o nie spokojnym.

Po prostu Niemcy mają zasoby materiału wojennego, urągające płytkim rachmistrzom, czerpiącym swą mądrość z almanachów319.