Odurzałem się też w bród,

Monotonnym elementem

Marmurów, kruszców i wód.

Babel schodów, arkad krocie,

Nieskończony był to gmach

W ciemnym lub matowym złocie,

Rój się kaskad iskrzył w łzach.

Katarakty tam ciężące,

Jak firanek szklanych zwój,

Na kruszcowych ścian tysiące,