Nic w długości nie zrówna kulawego biegu,

Mych dni, gdy pod ciężkimi całunami śniegu,

Nuda — nieciekawości drętwej owoc szary —

Zda się nieśmiertelności przyjmować rozmiary.

Odtąd, już tyś mi tylko, o materio żywa,

Jako granit, co przestrach błędny go okrywa,

Uśpiony w mgłach Sahary, owity w tumany!

Tyś jest sfinks, beztroskiemu światu niedojrzany,

Zapomniany na mapie! A twój duch ponury

Śpiewa tylko, gdy słońce zachodzi za chmury!