Pobudkę, — a wiatr ranny zdmuchiwał latarnie.

Był to czas snów niezdrowych, co natrętnym rojem

Sen ciemnowłosych chłopców burzą niepokojem,

Gdy jak źrenica krwawa a wiecznie drgająca,

Lampa czerwonym piętnem zda się na tle słońca,

A duch walczący z cielskiem odrętwiałym, sennym

Naśladuje te walki nocy z dniem promiennym;

Gdy mąż piórem — kobieta miłością się nuży.

Już świt; — już się z kominów tu i ówdzie kurzy:

Ze sczerniałą powieką, z otwartymi usty