Rozpustnicy wracali złamani użyciem.

Jutrzenka, drżąc pod falą zielono-różaną,

Podnosiła się z wolna nad pustą Sekwaną,

A Paryż — ten wyrobnik stary — na roboczy

Dzień — zbierał swe narzędzia i przecierał oczy.

Marzenie paryskie

Nie oglądał wzrok człowieka,

Tak okropnych, dzikich scen,

Jakie dzisiaj mi z daleka

W zachwyceniu jawił sen.