Gnany smutnym kaprysem rad ścigam zawzięcie,

Istoty dziwne, mimo zgrzybiałość ponętne.

Te poczwary bezkształtne — to niegdyś kobiety —

Eponina121 lub Lais122! Dziś zmięte, zgarbione...

Kochajmy je! to jeszcze duchy — te szkielety

W podarte, wynoszone szmaty otulone.

Czołgają się, chłostane cnotą bezlitośnie,

Drżąc przed nadbiegających hukiem omnibusów123,

I jak relikwie tuląc u boku miłośnie,

Woreczki, szyte w kwiaty lub w godła rebusów.