Rozlewasz wkoło wonie jak wieczór burzliwy:

Twe całusy napojem, usta są amforą,

Przez nie dziecko jest mężem, mąż słabnie tchórzliwy.

Czyś rodem z czarnych piekieł, czy z krain jutrzenki?

Jak pies, za twoją szatą idzie Przeznaczenie;

Radość i klęski na traf lecą z twojej ręki.

I bezodpowiedzialnie rządzi twe skinienie.

Po trupach, z których szydzisz, stawiasz swoje kroki,

Groza nie najmniej wdzięcznym jest z twoich klejnotów,

A mord między najdroższe twe wliczon breloki