Na wzdętym dumą łonie pobrzękiwać gotów.

Jednodniowy gość ziemi — śmiertelnik olśniony —

Płonie w twych żarach, mówiąc: «Świeć się ogniu jasny!»

Nad drogim ciałem w dreszczach miłości schylony,

Jest on jak konający, co kopie grób własny.

Co mi — czy nieb czy piekieł wydała się sfera —

Cherubie prosty, szczery, a grozą owiany!

Gdy twój wzrok, uśmiech, noga przede mną otwiera

Kraje nieskończoności błogiej a nieznanej?

Cóż — żeś Bóg, Szatan, Anioł czy syrena zwodna,