Myślącemu artyście drogi twój kształt uroczy;

Czarniejsze nad twe ciało twe aksamitne oczy.

W błękitów, w słońca kraju, kędy cię twój Bóg stworzył,

Twój los — zapalać fajkę, którą pan w usta włożył,

Dostarczać świeżej wody, wonności lać do czary,

Rój natrętnych komarów wypłaszać spod kotary,

A gdy pod tchnieniem ranka westchną jaworów lasy,

Zakupywać na rynku banany, ananasy.

Dokąd chcesz, bosą nóżką, błąkasz się dzień calutki

Nucąc z cicha nieznanych, starych piosenek zwrótki;