A gdy wieczór nadejdzie w purpury swej szkarłacie,

Na spoczynek twe ciało złożysz na miękkiej macie,

I zaroją się żywo w snach twych kolibry liczne,

W snach, co jak ty kwitnące i jak ty będą śliczne!

Czemuż cię, dziecię szczęścia, ku Francyi myśl unosi,

Krainie przeludnionej, gdzie boleść żniwo kosi?

Po co szorstkim żeglarzom zawierzać na niepewne

I drzewom twej Ojczyzny słać pożegnanie rzewne?

Ty, ledwie przyodziana muślinu lekką tkanką,

Tam pod śniegiem i gradem skostniałabyś, wygnanko.