Duch, stojąc wśród mogił, wskazywał na jedną z nich.
Scrooge, drżąc cały, zbliżył się do niej.
Duch pozornie wcale się nie zmienił, lecz Scrooge’owi zdawało się, iż w jego ponurej, majestatycznej postaci spostrzega coś nowego, co go do głębi poruszało...
— Zanim zbliżę się do grobowca, który mi wskazujesz — rzekł — odpowiedz mi na jedno, jedyne pytanie. Chcę mianowicie wiedzieć, czy to, co widzę, jest obrazem tego, co musi się spełnić, czy też tego, co może nastąpić?
Zamiast odpowiedzi, Duch dotknął ręką mogiły, przy której stali.
— Zapewne — mówił Scrooge dalej — człowiek w życiu musi dążyć tą drogą, jaką sam obrał i dojść do pewnych właściwych rezultatów. Ale jeżeli człowiek opuści dawną swoją drogę i zwróci się na inną, to przecież w końcu osiągnie inny rezultat? Powiedz, czy takie znaczenie mają obrazy, jakie mi ukazałeś?
Duch wciąż stał nieruchomy, wskazując grobowiec.
Scrooge, drżąc całym ciałem ze strachu, niemal pełznąc, przysunął się do grobowca i przeczytał na nim swoje własne nazwisko:
Ebenezer Scrooge
— Więc to samego siebie widziałem?! — zawołał, padając na kolana.