Teraz palec Ducha przesuwał się raz po raz od jego osoby do mogiły.

— Nie, Duchu! O, nie! — zawołał Scrooge.

Duch wciąż powtarzał ten sam ruch ręką.

— Duchu! — krzyknął Scrooge, chwytając płaszcz widma. — Wysłuchaj mnie... Ja już nie jestem tym człowiekiem, jakim byłem do chwili spotkania się z tobą... Nie jestem i nie będę przenigdy... Dlaczego ukazałeś mi tak straszne rzeczy? Czy dla mnie nie ma już ratunku?

Ręka Ducha po raz pierwszy zadrżała.

— O, dobry Duchu! — błagał Scrooge, leżąc u stóp widma, z twarzą zwróconą do ziemi. — Zmiłuj się nade mną, ratuj mnie! Powiedz, że zmieniając życie, mogę jeszcze zmienić obrazy, jakie mi ukazałeś...

Teraz ręka widma poruszyła się, jakby przytakująco.

— Odtąd z całej duszy będę czcił święta Bożego Narodzenia — przyrzekał ze skruchą Scrooge — i przez cały rok będę tych dni oczekiwał, przygotowując się do nich po chrześcijańsku. Będę zawsze pamiętał o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Wszystkie trzy Duchy, które mnie nawiedziły, żyć będą we mnie, gdyż nie zapomnę otrzymanych od nich nauk. O, Duchu, powiedz, że mogę zetrzeć napis z tego grobowca...

Z rozpaczą chwycił dłoń Ducha.

Duch usiłował ją wydrzeć, ale Scrooge trzymał ją z całej mocy. Duch jednak, będąc silniejszy od niego, wyrwał ją.