— Tego tylko... to dosyć! Ale minęło to już, nie czuję się w garści stracha, tylko, raz ci jeszcze powtórzę, Dawidzie, żałuję, że nie zostaję pod kierunkiem uczciwego, surowego ojca.

Na wyrazistej jego twarzy nigdy przedtem nie widziałem takiego smutku, jak wtedy gdy, pochylony nad ogniem, wymówił te słowa:

— Oto! — rzekł, wyciągając ręce, jak gdyby coś odpychał — „Zwodnicza maro, precz! Ha! Znikłaś przecie! Teraz znów jestem mężem”, jak mówi Makbet233. A teraz na obiad, Davy!

— Gdzież się oni wszyscy podzieli? — spytałem, rozglądając się po pustym domu.

— Bóg to raczy wiedzieć! Nie znalazłszy cię na przewozie, wszedłem tu, a że nie było nikogo, wpadłem w zamyślenie, z któregoś mnie zbudził.

Wejście pani Gummidge z koszem wyjaśniło, czemu dom pusty był przez dwie godziny. Wyszła za sprawunkami przed wieczornym powrotem pana Peggotty, pozostawiając drzwi otwarte na wypadek nadejścia Hama lub Emilki. Steerforth, rozweseliwszy wdowę żartobliwym uściskiem i konceptem, wziął mnie pod ramię i wywiódł.

I jego usposobienie, tak jak wdowy, zmieniło się korzystnie, wesół był teraz i rozmowny.

— Jutro zatem — mówił — opuszczamy te miejsca, zamykamy to cygańskie życie.

— Tak umówiliśmy się — odrzekłem. — Miejsca w dyliżansie zamówione.

— Nie ma tedy234 rady! — zaśmiał się. — Zapomniałem był235 prawie, że jest świat poza tym kątem i że całego życia spędzić nie można tu na wiosłowaniu. Szkoda! Bawiło to mnie.