— Jak nowość — uśmiechnąłem się.

— Zapewne, chociaż uwaga ta brzmi nieco sarkastycznie w usteczkach mego słodkiego przyjaciela! Ano, prawda! Zmienny jestem i kapryśny, wiem to, lecz cóż chcesz, za to umiem i lubię kuć żelazo, póki gorące. Mógłbym stanąć do konkursu jako pilot tych brzegów, już teraz.

— Zadziwiasz samego nawet pana Peggotty.

— Ma mnie za wilka morskiego, co? — zaśmiał się wesoło.

— Za zjawisko fenomenalne w każdym razie — odrzekłem. — Podziwia energię twą, zapał, wytrwałość w osiąganiu upatrzonego celu. Co do mnie, dziwię się najbardziej temu, że nie cieszysz się z tego, iż potrafisz tak stosownie wykorzystywać swoje zdolności.

— Cieszyć się! Dobry jesteś — odrzekł wesoło — nie wiesz, że mnie nic zadowolić nie może, oprócz chyba twej, Davy, szczerości i świeżości. Co do stosowności, to nie posiadłem jednak sztuki zaprzęgnięcia się do jednego z tych kół, które tegoczesne Iksiony236 obracają nieustannie. Braknie mi na to systematycznych przyzwyczajeń czy czego innego może, mniejsza z tym. Wiesz, kupiłem tu sobie łódź.

— Jakiś ty dziwny! — zawołałem zdziwiony tą wieścią. — Przecież tu już nie wrócisz.

— To nie wiadomo — odrzekł — miejsca te podobają mi się. Bądź co bądź i na wszelki wypadek kupiłem łódź, clipper237, jak ją nazywa pan Peggotty. On będzie jej kapitanem w czasie mej nieobecności.

— Teraz rozumiem — zawołałem uszczęśliwiony — kupiłeś niby dla siebie, w rzeczywistości zaś, aby pan Peggotty ciągnął z niego korzyści. Znając cię, powinienem był domyślić się238 tego od razu! Dobry, kochany, hojny Steerforcie!

Zaczerwienił się.