Otwarte, a źrenica twa sucha niech bieży

Od zachodniego słońca tragicznej rubieży

Na wschód, kędy fioletu mgieł zawisła chusta!

I mierząc dal, waż w sercu te wysokie losy,

Których jaskrawe blaski ślepiły w zenicie,

I które wzwyż się dumnie wspinały w niebiosy,

A pochyliły w ciemny grób — jak wszelkie życie.

Ludzkość w próżnej goryczy starzeje bez wiary;

Myśl o bóstwach, co wieczne być śniły nadzieją:

Ich kadzielnice rdzawe mgłą dziś jeno wieją,