— Ale proszę — podjął znowu pan Rochester — chociaż pani zapiera się rodziców, musi pani mieć przecież jakichś krewnych: wujów, stryjów, ciotki?
— Nie, nie znam żadnych.
— A rodzinny dom pani?
— Nie mam domu.
— Gdzie bracia pani i siostry mieszkają?
— Nie mam ani braci, ani sióstr.
— Kto panią tutaj polecił?
— Dałam ogłoszenie w gazecie, a pani Fairfax odpowiedziała na nie.
— Tak — wmieszała się dobra pani Fairfax, rozumiejąc teraz, na jakim gruncie stanęliśmy — i nie ma dnia, ażebym nie dziękowała Opatrzności, że tak pokierowała moim wyborem. Panna Eyre była dla mnie nieocenioną towarzyszką i pełną dobroci i staranności nauczycielką dla Adeli.
— Niech się pani nie trudzi wystawieniem jej świadectwa — odpowiedział pan Rochester — pochwały mnie nie skaptują117, na własnym sądzie polegam. Ta osoba zaczęła od tego, że konia mego doprowadziła do upadku.