Pan Rochester rozmyślał chwilę.
— Kiedy byś chciała pojechać?
— Jutro wcześnie rano, panie.
-– No dobrze. Będzie panna Jane potrzebowała pieniędzy. Nie możesz puszczać się w podróż bez pieniędzy, a przypuszczam, że wiele ich nie masz. Ja pannie Jane dotychczas nie płaciłem pensji. Ile też masz całego majątku, Jane? — zapytał, uśmiechając się.
Wyciągnęłam sakiewkę — skromna była jej zawartość.
— Pięć szylingów, panie.
Wziął sakiewkę, wytrząsnął sobie cały skarb na dłoń i śmiał się, jak gdyby jego szczupłość go bawiła. Zaraz wyciągnął portfel.
— Weź to — rzekł, podając mi banknot.
Był to banknot pięćdziesięciofuntowy, a był mi winien tylko piętnaście funtów. Powiedziałam mu, że nie mogę wydać reszty.
— Ja nie potrzebuję reszty, przecież wiesz. Bierz swoją pensję.