— Niekoniecznie, panie, ale muszę sobie poszukać posady gdzie indziej.
— Czas na to! — zawołał, zmieniając głos i wykrzywiając twarz zarazem dziwacznie i śmiesznie.
Patrzył na mnie przez dobrą chwilę.
— I stara pani Reed, i panny, jej córki, będą zapewne proszone o wyszukanie ci posady?
— Nie, panie, nie jestem z krewnymi w takich stosunkach, żeby mnie to upoważniało do proszenia ich o jakąś grzeczność, ale dam ogłoszenie.
— Wejdziesz prędzej na piramidy egipskie! — mruknął. — Żebyś mi się nie ważyła dawać ogłoszenia! Żałuję, że nie dałem ci tylko jednego suwerena200, zamiast dziesięciu funtów. Oddaj mi dziewięć funtów, panno Jane, ja ich potrzebuję.
— I ja również, panie — odpowiedziałam, chowając ręce z sakiewką za siebie. — Nie mogę się w żaden sposób obejść bez tych pieniędzy.
— Skąpe stworzonko! — rzekł. — Odmawia mi, gdy ja proszę o pieniądze! Daj mi pięć funtów, panno Jane!
— Nie dam ani pięciu szylingów, panie, ani pięciu pensów201 nawet.
— Pozwól mi tylko spojrzeć na te pieniądze.