— Nie, panie, nie można panu ufać.
— Panno Jane!
— Czego pan sobie życzy?
— Przyrzeknij mi coś.
— Przyrzeknę panu wszystko, czego będę mogła dotrzymać.
— Więc przyrzeknij mi, że nie dasz ogłoszenia i że mnie powierzysz wyszukanie posady. Już ja ci ją znajdę.
— Chętnie to uczynię, jeżeli mi pan w zamian przyrzeknie, że i ja i Adela opuścimy dom, zanim żona pańska do niego wejdzie.
— Bardzo dobrze! Bardzo dobrze! Na to mogę ci dać słowo. Zatem panna Jane jedzie jutro?
— Tak, z samego rana.
— Czy zejdziesz do salonu po obiedzie?