— Nie, ja nie chcę, żeby się pani męczyła.
— Ale ja muszę coś robić, proszę was, dajcie mi to!
Zgodziła się, a nawet przyniosła mi czysty ręcznik, ażebym go rozpostarła na sukni, by jej, jak powiedziała, „nie powalać”.
— Pani nie była przyzwyczajona do roboty służących, ja to widzę po pani rękach — zauważyła. — Może pani była krawcową?
— Nie, mylicie się. Ale teraz mniejsza o to, czym ja byłam. Nie łamcie sobie więcej głowy nade mną i lepiej powiedzcie mi, jak się nazywa ten dom, w którym jesteśmy.
— Niektórzy nazywają go Marsh End, a niektórzy Moor House.
— A ten pan, który tu mieszka, nazywa się Saint-John?
— Nie, pan Saint-John tutaj nie mieszka, jest tu tylko chwilowo. Mieszka we własnej parafii, w Morton245.
— W tej wiosce o parę mil stąd?
— Tak jest.