— To wielka suma, czy nie sądzi pan, że zaszła tu jakaś pomyłka?

— Nie ma żadnej pomyłki.

— Może pan źle cyfrę odczytał?

— Napisane jest literami, nie cyframi: dwadzieścia tysięcy.

Znowu poczułam się, jak ta osoba o przeciętnym apetycie, siadająca sama do uczty przy stole zastawionym potrawami na sto osób. Pan Rivers wstał i włożył płaszcz.

— Gdyby nie taka okropna noc, przysłałbym tu Hannę, by pani dotrzymała towarzystwa. Wygląda pani tak nieszczęśliwie, że aż żal zostawiać panią samą. Ale Hannah, biedaczka, nie dałaby rady zaspom tak jak ja, ma za krótkie nogi. A ja już muszę panią opuścić wraz z jej smutkami. Dobranoc!

Nacisnął klamkę. Uderzyła mnie nagła myśl.

— Proszę, niech się pan jeszcze zatrzyma! — zawołałam.

— Po co?

— Chciałabym wiedzieć, dlaczego pan Briggs pisał o mnie do pana właśnie. Chciałabym wiedzieć, skąd on pana zna i skąd mógł przypuścić, że pan, mieszkając w tak ustronnej miejscowości, może dopomóc w odszukaniu mnie?