— Czy jeszcze kto więcej stracił tam życie?

— Nie, a może nawet byłoby lepiej...

— Nie rozumiem pana...

— Biedny pan Edward! — westchnął. — Czyż mogłem się kiedy spodziewać, że to zobaczę? Niektórzy mówią, że to sprawiedliwa kara za to, że ukrywał swoje pierwsze małżeństwo, a chciał pojąć drugą żonę, chociaż pierwsza żyła, ale ja go żałuję.

— Pan przecież powiedział, że pan Rochester żyje! — wykrzyknęłam.

— Tak, tak, żyje, ale wielu myśli, że lepiej by było, gdyby nie żył.

— Dlaczego? Jak to? — zdrętwiałam. — Gdzież on jest? — zapytałam. — Czy w Anglii?

— Tak... Tak... W Anglii. Z Anglii, myślę, wyjechać nie może, jest teraz związany z miejscem.

Cóż to była za męka! A ten człowiek przedłużał ją jakby naumyślnie.

— Jest całkowicie ślepy — rzekł w końcu. — Tak, pan Edward całkowicie zaniewidział.