— A więc on tam nie mieszka?
— Nie.
— Czy może mi pani powiedzieć, gdzie on jest?
— Nie wiem.
— Pani nie jest służącą we dworze, rzecz jasna. Pani jest... — Przerwał i powiódł okiem po moim ubraniu, które, jak zwykle, było nader proste: czarne wełniane okrycie, czarny filcowy kapelusz — panna służąca strojniej byłaby ubrana! — Wyraźnie nie mógł odgadnąć, kim jestem. Dopomogłam mu.
— Jestem nauczycielką — oświadczyłam.
— Ach, nauczycielką! — powtórzył. — A niechże mnie licho, że też zapomniałem!... Nauczycielka! — I znowu przypatrzył się mojemu ubraniu. Po chwili wstał z przełazu twarz skurczyła mu się z bólu, gdy próbował się poruszyć.
— Nie mogę prosić pani, by mi sprowadziła pomoc — rzekł — ale może pomoże mi pani sama trochę, jeżeli pani łaskawa.
— Jak najchętniej, proszę pana.
— Czy nie ma pani przy sobie parasola, który by mi mógł posłużyć za laskę?