I żaden żandarm, ani cenzor, ni pachołek

Orderowy, bo to jest tron, nie lada stołek.

Trzeba było być duchem, pokorą, i pracą,

I siłą, i nicością — trudem, nie lada co,

Żeby ów polski język nie opłonął naraz,

Lecz, jak twierdza zupełna, jak obronny taras

Ruś, Litwę, Prusy objął. Zarówno w Siewierzu,

Jak w Królewcu wybrzmiewał, albo Sandomierzu,

Gminny, sielski, uczony, kmiecy107 i królewski,

Ten kasztelański Jana język czarnoleski,