Ubiec musiałem, prawe upatrując cele,

Porzuciwszy świat, na dwie partie rozłamany:

Między tytany szału i flegmy tytany

Sam przez pustynie lecąc, wybladły, że prawie

Litowały się mego pragnienia żurawie

I pluły mi dziobami wilgoć, a ja dalej

Pędziłem, by mnie bliźni sucho nie żegnali.

Bym nie zbył reszty serca pierwej, aż się cegły

Nad trumną zaczerwienią, iż miłość dostrzegły!...

Z dala, z dala, nim stopa ma dotknęła piasku,