— Ja chyba sama tam pójdę, by z nim pomówić.
Ale Chaja Rybiarka energicznie zawołała:
— To nie dla pani chodzić do szynku, do tych pijaków! Pani to może zdrowiem przypłacić. Co innego ja. Jak mi powiedzą jedno paskudne słowo, to ja im dziesięć gorszych odpowiem. Zresztą do tego może nie dojdzie, bo ja znam Josla i Nuchima i dam sobie z nimi radę.
Tyle było pewności siebie i energii w tej kobiecie, że nikt nie śmiał jej się sprzeciwiać.
Poszła tedy i o dziwo, w pół godziny później zjawiła się z trzeźwym już zupełnie Kiwą.
Matce zdała krótką relację w następujących słowach:
— Nuchimowi powiedziałam, że jego siostra jest też sierotą bez ojca i że Pan Bóg ją może skarać za brata, Joslowi powiedziałam, że gdyby jeszcze żył jego brat, to wstydziłby się za niego, a potem huknęłam Kiwę w plecy, wylałam mu na głowę wiadro wody, żeby otrzeźwiał, a później zaprowadziłam go do kuchni Cementów, żeby się osuszył. I powiedziałam mu tak: „Tyś niewart taką Chanę w tyłek pocałować! Co do twoich zas...ch guzików, to ja ci przysięgam na głowę moich dzieci, że ona ich nie ruszy”...
Ku naszemu zdumieniu, Chana nie tylko nie zrobiła żadnej wymówki narzeczonemu, lecz pogłaskała go po głowie i powiedziała z łagodnym uśmiechem:
— Głupi... głupi Kiwo... mnie ciebie tak żal, jakbym była twoją rodzoną matką.
Miesiąc cały upłynął od czasu jak Chana opuściła nasz dom, a nie było od niej żadnej wiadomości.