— Pewnie jest nieszczęśliwa w tym małżeństwie, które tak niefortunnie się zaczęło — mówiono u nas w domu.

Aż oto pewnego dnia syn Chai Rybiarki przyniósł pocztówkę, ozdobioną dwoma całującymi się gołąbkami, w której Chana zapraszała „swoje panienki” w sobotę po południu na ciastka.

Matka oczywiście chętnie pozwoliła i w sobotę po południu poszłyśmy odwiedzić naszą Chanę.

Duża, widna izba zrobiła na nas przyjemne i wesołe wrażenie.

Na komodzie porcelanowy Chińczyk od razu potwierdził głową, że w tym domu wszystko jest w porządku.

Na stole, nakrytym białym obrusem, wesoło szumiał samowar, a na talerzach rozłożone były ciastka i ulubiony nasz przysmak — orzechy w miodzie.

Przy herbacie Chana opowiadała nam z ożywieniem o swoich planach na przyszłość.

Tymczasem Kiwa, jak dawniej, pracuje u majstra, a ona pracuje pół dnia w restauracji Cementów, przy czym drugie pół dnia zupełnie jej wystarcza, by utrzymać w należytym porządku swoje gospodarstwo.

W taki sposób nie naruszają złożonego w kasie oszczędności posagu Chany, lecz jeszcze coś niecoś zaoszczędzają.

Jak tylko będą mieli 2500 rubli, otworzą własny warsztat krawiecki połączony ze sklepem gotowych ubrań męskich. Mąż będzie pracować w warsztacie, a ona Chana, będzie sprzedawała w sklepie.