Kiwa patrzył z uwielbieniem na żonę i jak ów Chińczyk na komodzie skinieniem głowy potwierdzał jej każde słowo.
Po herbacie Chana powiedziała:
— Teraz niech panienki posiedzą sobie na ławeczce przed domem, a my tymczasem z Kiwą przygotujemy niespodziankę.
Bardzo nas zaciekawiła ta niespodzianka i z niecierpliwością doczekałyśmy się tej chwili, kiedy Chana krzyknęła, że możemy wejść, bo wszystko jest gotowe.
Weszłyśmy tedy do mieszkania Chany i ze zdumieniem dostrzegłyśmy, że duży kuchenny stół cały jest pokryty jakby wspaniałą, różnobarwną mozaiką.
Z różnokolorowych płaskich guzików ułożone były na stole koła, trójkąty, czworokąty, gwiazdy i arabeski.
Mozaika ta była okolona, niby ramą, szerokim pasem złotych guzików.
W pośrodku tej mozaiki widniały dwa serca, ułożone z czerwonych, lśniących jak rubiny guzików, złączone linią z kryształowych brylantów i mieniących się drobnych guziczków.
— To są nasze serca, Chany i moje — obwieścił triumfalnie Kiwa. — Moje guziki należą teraz i do niej, bo ja jej podarowałem połowę.
— No, a gdyby tak Chana pewnego pięknego dnia sprzedała swoją połowę? — zażartowała siostra.