— Prędzej bym z głodu zdechła! — zawołała z oburzeniem Chana.
Wtedy Kiwa powiedział:
— Chana nie jest zdolna zrobić czegoś podobnego, bo przecież ona jest moja dobra, mądra i... piękna żona.
Usłyszawszy ten ostatni przymiotnik, zagryzłyśmy usta, by nie parsknąć śmiechem, lecz jednocześnie poczułyśmy w sercu radość i spokój: zrozumiałyśmy, że raz na zawsze możemy być spokojne o los naszej Chany.
Czarna godzina Pajci Gotesman. Opowiadanie Chai Rybiarki
— Ach! — powiedziała pewnego razu Chaja Rybiarka, popijając gorącą kawę, którą poczęstowała ją nasza Chana. — Taka kawa to jest cymes! To jest lepsze od miodu, jak człowiek tak zmarznie! Ale... o czymś my to mówili?
— O czarnej godzinie.
— Więc panienka możesz mi wierzyć i możesz nie wierzyć, czarna godzina albo, jak to niektórzy mówią, „pech”, to nie jest wcale głupstwo! Niektóry człowiek ma już taką złą godzinę, że żeby był nie wiem jak bogaty i pochodził z wielkiej rodziny, i był taki uczony, żeby go cała gmina szanowała, to i tak mu się to wszystko na nic nie przyda.
Na przykład Pajcia Gotesman. Pierwsza familia w całym naszym miasteczku. A jaki sklep! Żebym ja miała tyle w całym majątku, co oni przez jeden dzień utargują! I co za żona! Jak ona robi kugiel! A jaka kupcowa! Powiadam panience, żeby mój Icek miał taką głowę do interesów jak ona! I — takie nieszczęście!
Panienka często mówi, że ja lubię stękać na złe czasy, ale ja panience coś powiem. Ile razy przypominam sobie historię Pajci Gotesman, tyle razy myślę: „Ty Chaja jesteś biedna i masz tyle kłopotów w głowie, ile włosów na głowie, ale wiesz co? Dziękuj Panu Bogu, że żyjesz sobie spokojnie i utargujesz na swój bochenek chleba i cztery cebule!”