— Mnie się należy odszkodowanie.
— Za co odszkodowanie?! Jakie odszkodowanie?
— Za sklep.
— Za jaki sklep?
— Za pański sklep! Jeżeli ja jestem pańskim mężem, to pana sklep jest i mój sklep. A powiedz pan sam, co ja z niego mam za zysk, jeżeli pan zabierasz wszystkie pieniądze do kieszeni? Albo pan mi dasz dwadzieścia pięć rubli, albo ja już sobie poradzę!
Co miał robić, biedny Pajcia? On dał mu dwadzieścia pięć rubli.
Panienka myśli, że miał długo spokój? Gdzie tam! Ten łobuz, ten łajdak, zaczął do niego przychodzić co parę dni i był coraz bardziej hucpowaty. Z początku to on stawał w drzwiach, a potem to on wchodził do sklepu, a potem to on szedł sobie do mieszkania Pajci, rozwalał się na krześle i tak się z niego wyśmiewał:
— Ty, Pajcia! — powiada. — Czy zrobiłeś już dla swego męża szabasową rybę?
To mówię panience, Pajcia i jego żona aż płakali ze złości i ze wstydu. Aż w końcu odzywa się raz Pajcia do Rozenfelda:
— Słuchaj, Mojsie, dość tego! Ja ci dam dziesięć rubli, no niech będzie piętnaście rubli na miesiąc i siedź cicho! A jak nie, to wiesz, co zrobię?