I wówczas pan Gawron wygłosił swój zdumiewający aforyzm.
— W książkach i w muzyce to ona jest może potrzebna, ale w partiach to ona jest niepotrzebna, a nawet szkodliwa!
A po chwili dodał:
— Zresztą ona sobie może w ostateczności przyjść po ślubie... Kto jej broni?
— Jak pan Gawron może mówić takie bezeceństwa! — wybuchnęła Rózia.
— Daj spokój, Róziu — łagodziła babka — przecież żaden człowiek nie może lubić swego konkurenta, który mu chleb odbiera, a w tym waszym młodym pokoleniu miłość to najniebezpieczniejsza konkurentka pana Gawrona.
Do Gawrona zaś babka mówiła:
— Niech pan się na nią nie gniewa. Ona jest młoda, ona się jeszcze zmieni...
Stało się jednak inaczej: Rózia się nie zmieniła, zmienił się natomiast pan Gawron. Sprawdziło się na nim przysłowie, że kto z czym wojuje, od tego ginie.
Nasz chasen18, Abram Pomidor, miał naprawdę piękny głos. Wszyscy Żydzi w miasteczku byli z niego dumni i twierdzili, że chasen w największej synagodze w Warszawie nie ma takiego, jak Pomidor, głosu.