Widocznie odczuwał potrzebę podzielenia się z kimś swoimi wrażeniami, a ciotka Rózia lubiła również muzykę i grała nawet wcale16 dobrze na fortepianie.
— Powiadam, pannie Rózi — powiedział pewnego razu, podczas jednej z takich wizyt, pan Gawron — słyszałem w tej Warszawie koncert, że palce lizać. Tam był szczególnie jeden kawałek...
I pan Gawron począł nucić motyw, posiadał bowiem doskonały słuch.
Ciocia Rózia roześmiała się.
— A czy pan Gawron wie, jak się nazywa ta muzyka?
— Co mnie obchodzi nazwa? Niech ona się nazywa, jak chce. Ja wiem tylko, że mnie się podoba i koniec. Ja bym wolał codziennie słyszeć taką muzykę, niżeli... niżeli wygrać na loterii.
— Ta muzyka to jest Tristan i Izolda17, najpiękniejsza w świecie apoteoza miłości.
Pan Gawron, usłyszawszy to nienawistne słowo „miłość”, już się zachmurzył.
— Co to jest apoteoza? — zapytał.
— No, jakby to panu wytłumaczyć?... To jest taka najwyższa pochwała i zachwyt. Zachwyt nad miłością i pochwała miłości! — powtórzyła przekornie Rózia. — A pan Gawron wciąż powtarza, że miłość jest szkodliwa i nawet wprost nieprzyzwoita.