Te jej plany spełzłyby na pewno na niczym, gdyby nie posiadała w swoim arsenale tak niebezpiecznego dla Gawrona oręża — pięknego głosu.
Biedny Gawron przez kilka wieczorów słuchał owych arii z Fausta, Traviaty i Żydówki, a wkrótce potem rozeszła się w miasteczku wiadomość, że pan Gawron żeni się z panią Idą.
Wiadomość ta wydawała się zrazu nieprawdopodobna. Taki stateczny, zamożny człowiek i taka płocha zalotnica!
A jednak po kilku tygodniach pan Gawron z panią Idą wyjechali do Łodzi, skąd wrócili jako małżonkowie.
Wówczas zaczęły się w miasteczku dziać dziwne rzeczy. Dom pana Gawrona gruntownie odświeżono, z Łodzi przyszły nowe wspaniałe meble i przyjęto służącą.
Pewnego dnia przed dom pana Gawrona zajechał wóz ciężarowy, z którego ludzie wynieśli nowiuteńkie pianino.
Pan Gawron płakał i... płacił.
Wszystko to byłoby jednak do wybaczenia, gdyby pani Ida była dobrą żoną i gospodynią, jak inne kobiety z naszego miasteczka. Lecz pani Ida okazała się kobietą niegospodarną, marnotrawną i co najgorsze — płochą i zalotną.
Widywano ją w podmiejskim lesie w towarzystwie Leosia od fryzjera i — o zgrozo! — w towarzystwie chrześcijanina, telegrafisty, pana Boczkowskiego.
Pani Ida tak święcie wierzyła w to, że jest przystojną i elegancką kobietą, że wiara ta udzieliła się widocznie niewybrednym zresztą małomiasteczkowym donżuanom20.