Rzuciła im na pożegnanie te słowa, jak ciężkie brukowe kamienie i wyszła, zamykając drzwi tego domu — po raz ostatni.
Mendel Kanciaty
Mendel Kanciaty, nie bacząc na swoją obszerną klientelę w miasteczku, okolicznych dworach i letniskach, miał wciąż ten sam maleńki kramik, w którym nie mogły się zmieścić od razu cztery osoby. Mógłby bardzo łatwo powiększyć swój sklep, tym bardziej, że posiadał obok domu wolny skrawek ziemi, po którym przechadzała się stale koza pani Mendlowej.
Ale Mendel nie chciał niczego zmieniać; i tak działo mu się dobrze, więc po co te wszystkie nowości?
Mendel Kanciaty był znany jako najuczciwszy w całym miasteczku kupiec.
Kiedy pewnego razu pani Mendlowa usiłowała sprzedać klientce jakiś lichy materiał na suknię, wmawiając w nią, że jest to towar „pierwszej klasy”, łagodny zwykle Mendel poczerwieniał z gniewu, wyrwał materiał z rąk żony i powiedział:
— To jest lichy, zleżały materiał! Leży tu jeszcze od czasu, kiedy nieboszczyk teść okazyjnie go kupił. Chce pani, mogę sprzedać za byle co, ale radzę wziąć porządniejszy towar.
Było to w pierwszym roku ich małżeństwa, bo później Mendlowa zrozumiała dobrze, że mąż nie dopuści żadnego oszukaństwa i nolens volens34 przeobraziła się w przyzwoitą, solidną kupcową. I właśnie tej swojej uczciwości Mendel zawdzięczał dużą klientelę, bo inaczej któż chodziłby kupować do jego nędznego kramiku, kiedy w miasteczku było kilka porządnych sklepów.
U Mendla było wszystkiego po trochu: towary łokciowe35 sąsiadowały z produktami spożywczymi, naczyniami, norymberszczyzną36 i papeterią.
Kiedy jakaś gospodyni z braku czasu posyłała po zakupy małego pętaka, mówiła: