Chrześcijanie przypuszczają zwykle, że ofiarą lichwy padają tylko oni sami, bo „kruk krukowi oka nie wykole”. Jednakże Ajzyk Pijawka grasował prawie wyłącznie pomiędzy Żydami.
Drobni przekupnie i przekupki pożyczali od niego pieniądze na kupno towaru, zamieniając się stopniowo w jego białych murzynów.
Pracowali, harowali, płacili w ciągu długich lat bezwstydne procenty, zdawałoby się, że już dziesięć razy dług swój pokryli, a ciągle mu byli winni to samo lub jeszcze więcej. Pasożytował on także na ludzkim nieszczęściu: pożyczało się od niego na chorobę lub na pogrzeb bliskich i pożyczający przy tej sposobności sam sobie grób kopał, idąc w wieczną niewolę do Ajzyka Pijawki.
Zaradna i pracowita Chaja Rybiarka wyjątkowo dawała sobie radę bez kredytu Ajzyka.
Ale i na nią przyszła zła godzina, prawdziwy dopust Boży.
Zachorowała ciężko jej córka i trzeba było zawieźć ją na operację do Łodzi.
Jakże nie ratować dziecka? Jak się nie ma, trzeba pożyczyć, choćby u Ajzyka Pijawki.
Operacja i kilkutygodniowy pobyt w klinice kosztują 360 rubli. To są wielkie, ciężkie pieniądze, cały majątek.
Poszła tedy Chaja po pożyczkę do Ajzyka.
Ta sama Chaja krzyknęła mu kiedyś prosto w oczy w sądny dzień w synagodze, że takich jak on podleców rabin powinien zabronić wpuszczać do synagogi.